25

piątek, 26.lutego.2010, 20:06
Miałam tak zajebisty ubaw, jak pisałam tą notkę, że po prostu masakra! XD
Berciuchu kocham Cię i dziękuję Ci za ten boski pomysł!!!! ;DDDDD

***

Wieczorem siedziałam i po raz miliardowy zastanawiałam nad tą sytuacją. Miałam mętlik w głowie.
Bill Rafał Bill Rafał Bill Bill Rafał Rafał.

Jednego z nich mogłam mieć codziennie, miał tą samą pasję, był też przystojny.
Drugiego kochałam już od roku, razem coś przeżyliśmy, ale ma swoją karierę. A jeśli porzuci mnie dla niej? Co wtedy zrobię?

Po powrocie nikogo nie zastałam. Wzięłam z lodówki pudełko lodów czekoladowych i zamknęłam się w pokoju. Kiedy już zjadłam tą tonę lodów użalając się nad sobą zeszłam na dół po tabletkę na niestrawność.

W drodze do kuchni usłyszałam śmiechy w salonie.

-A pamiętacie grę w butelkę na całowanie?
-No! Z czego my się wtedy tak śmieliśmy?
-Z tego jak Magda zjadała ucho Gustava!
-I jak Gustav całował Georga w palec!
-A pamiętacie akcję z podpaską?
Uśmiechnęłam się. Te wspomnienia były mi bardzo bliskie. To był inny świat. Tamte dni działy się jakby w równoległej rzeczywistości. W cudownym śnie.

Zajrzałam do salonu. Cała paczka siedziała i oglądała zdjęcia sprzed roku. Zauważyłam, że Bill siedział z boku i się nie odzywał. Był jakiś markotny. Obserwowałam go z ukrycia.
Powoli analizowałam każdy szczegół jego twarzy. Bujną czuprynę, oczy, nos, usta…
Gdy je oblizał przebiegł mnie dreszcz. Jak mogłam w ogóle pomyśleć o Rafale? Przede mną stał mój ideał, którego uczuć byłam pewna. Nagle w głowie rozbrzmiała mi piosenka, którą dzisiaj usłyszałam.
A jednak.
Oparłam się o ścianę. Wbiłam wzrok w sufit.
„Nie! Koniec z tym!” – powiedziałam sobie w duchu.
Wyjrzałam zza ściany i skinęłam na Billa. Natychmiast poweselał. Coś mnie zakuło w okolicy serca. Czarnowłosy wymknął się niepostrzeżenie. Reszta nadal oglądała zdjęcia śmiejąc się do rozpuku.
-Nie widziałem cię cały dzień. Strasznie się stęskniłem. Gdzie byłaś? – zapytał jak tylko do mnie podszedł.
-U znajomej. – w sumie nie było to kłamstwo. Iza była moją znajomą. Ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
Bill uniósł brwi, ale nic nie powiedział.
-Chodźmy do mnie. – złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę schodów. Wyraźnie wyczułam jego entuzjazm. Gdy dotarliśmy do mojego pokoju zamknęłam drzwi na klucz. Odwróciłam się do Billa. Powoli do niego podeszłam i oparłam głowę na jego ramieniu.
-Ja też się za tobą stęskniłam.
Objął mnie i wtulił twarz w moje włosy. Objęłam go w pasie i napawałam się tą bliskością.
-Kocham cię – wyszeptał.
-Wiem.
-Jeszcze się nie zdecydowałaś? – spytał łagodnie.
Pokręciłam głową. Zapiekły mnie oczy. Zamrugałam by pozbyć się łez.
-Przepraszam. Chcę pozbyć się wszelkich wątpliwości i obaw.
-A czego się boisz? – Bill odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy.
-Boję się, że cię stracę. Że kariera tak cię pochłonie, że o mnie zapomnisz. Przecież zawsze powtarzasz, że to muzyka jest dla ciebie najważniejsza.
-Tak było póki nie spotkałem ciebie. Czekałem na te wakacje przez rok. Przez rok nie było dnia żebym o tobie nie myślał, nie było dnia żebym nie żałował tamtych okropnych słów. Kiedy się zorientowałem jakim jestem idiotą było już za późno. Twój pociąg właśnie odjeżdżał. Karą za to był ten okropny rok. Dopiero tydzień temu, kiedy cię znowu zobaczyłem odżyła we mnie nadzieja. Kocham cię i nigdy nie zostawię. Daj mi szansę naprawić to wszystko! Obiecuję, że… - przerwałam mu pocałunkiem. Łzy płynęły mi po policzkach gdy błądziłam rękami po jego ciele. Odpowiedział na moją reakcję jeszcze goręcej. Po chwili nasze koszulki wylądowały na podłodze. Położył mnie na łóżku i całował po całym ciele. Kiedy dotarł do mojego brzucha, gdzie mała linia przecinała go w poprzek wzdrygnęłam się. Wpadłam w panikę. Zawsze tak reagowałam gdy ktoś dotykał mnie w tym miejscu. Trzy blizny przypominały mi dramatyczne wydarzenia sprzed roku. Nie mogłam nad tym zapanować. Co prawda wizyty u psychologa pomogły mi odzyskać wewnętrzny spokój, ale nikt nie mógł wymazać z pamięci bólu jaki zadał mi Patryk.
Odepchnęłam Billa ze zduszonym okrzykiem. Nie wiedział co się dzieje.
-Ale… Co ja zrobiłem? Wszystko w porządku? Magda! Słyszysz mnie?!
Nie odpowiedziałam. Wstrząsnął mną spazmatyczny szloch. Czarnowłosy ostrożnie objął mnie próbując uspokoić. Kiedy już się opanowałam wtuliłam się w chłopaka.
-Przepraszam, przepraszam. Nie mogę. Zawsze tak jest, kiedy... - dotknęłam swojego brzucha i znowu przeszedł mnie dreszcz. Na nowo wybuchłam płaczem.
Bill zrozumiał. Objął mnie mocno i nie wypuszczał aż się uspokoiłam.

Następnego dnia znowu śmiałam się i wygłupiałam z całą paczką. Kiedy coś się wydarzy poprzedniego dnia, uznaję, że nazajutrz nie będę o tym myśleć. To pomagało. Bill co chwila na mnie spoglądał zmartwiony, ale przestał, gdy zobaczył jak szeroko się uśmiecham. To był mój sposób na ból. Zapomnienie.

Wieczorem leżałam w swoim pokoju na łóżku. Obok mnie siedział Bill nad swoim notesem. Jedną ręką coś pisał, drugą gładził mnie po głowie. Było cudownie, ale natrętne myśli o Rafale nie dawały mi spokoju. Przygryzłam wargę. Zdecydowałam, że powiem Billowi o moich rozterkach. Musiałam to zrobić, chciałam być wobec niego szczera.
-Bill... - zaczęłam.
-Tak skarbie?
-Ja... Chciałam ci coś powiedzieć.
-Słucham cię.
Wzięłam głęboki oddech. Już chciałam wypowiedzieć te słowa, kiedy nagle dostałam smsa. Od Rafała. Wzięłam telefon do ręki.
„Mam ci coś ważnego do powiedzenia! Park, za 15 minut. Będę przy wejściu”
-Bill, właściwie to już nieważne. Ja muszę na chwilkę wyjść z domu.
-Dobrze. Będę tu na ciebie czekał. - odparł czarnowłosy z uśmiechem i cmoknął mnie w usta.


Po 15 minutach stałam w wyznaczonym miejscu z niecierpliwością wyglądając chłopaka, który ostatnio zawrócił mi w głowie. Rozglądałam się na wszystkie strony, ale nigdzie go nie dostrzegłam. Już miałam zacząć się denerwować, kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i unosi do góry. Przestraszona krzyknęłam. Odpowiedzią był śmiech Rafała.
-Coś ty taka strachliwa?
-No wiesz, jak ktoś cię nagle łapie od tyłu... mogłeś być gwałcicielem!
-Ale nie jestem.
-Dlatego nie muszę cię obezwładniać. Postaw mnie na ziemi!
Chłopak mnie posłuchał i pod stopami znowu miałam ziemię.
-Więc co jest tak ważne, że wyciągnąłeś mnie z domu o tej porze?
-Dostałem odpowiedź ze studia nagraniowego! Chciałem spróbować, nie liczyłem na zbyt wiele, ale udało mi się!
-Przecież masz własne studio. W domu. - zauważyłam z ironią.
-No wiesz! To nie jest prawdziwe studio. Wysłałem to nagranie, które ci pokazałem. Przyjęli!
-To świetnie!
-Tylko jest mały problem.
-Jaki?
-Ci ze studia proszą o jeszcze jedno nagranie.
-Co za problem? Nagraj coś. Przecież nie brakuje ci do tego talentu. - nie wiem czy mi się tylko wydawało, ale miałam wrażenie, że Rafał się po tym komplemencie odrobinę zarumienił.
-Dzięki, ale w czym innym jest problem. Studio chce nagrania ze śpiewem damskim. Powiedzieli żebym poprosił kogoś z względnie dobrym głosem. - chłopak nachylił się i następne słowa wyszeptał mi do ucha – Ale ja się nie zadowolę czymś tylko względnym.
Osłupiałam. Jego zapach mącił mi w głowie. Rafał odchylił głowę i teraz niemal stykaliśmy się nosami. Patrzyłam teraz w jego intensywnie zielone tęczówki z niebezpiecznie bliskiej odległości. Poczułam, że kręci mi się w głowie.
No tak. Znowu zapomniałam wypuścić powietrza z płuc. Jak on to robi, że nie ugania się za nim stado rozanielonych dziewczyn?
-Dlatego chciałem poprosić ciebie. To jest ta ważna wiadomość.
Głośno przełknęłam ślinę.
-Czy to dobrze, że zaczynam się ciebie bać?
Zaśmiał się.
-Tak, bo jest bardziej prawdopodobne, że się zgodzisz.
-Zobaczymy. Muszę się zastanowić zanim zniszczę swoją reputację niekontrolowanymi dźwiękami wydobywającymi się z mojego gardła.
-Nie bądź dla siebie zbyt surowa. Wiem, że ładnie śpiewasz.
-Niby skąd?
-Słyszałem. Śpiewałaś w zespole.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Jak się dowiedział?
-To był szkolny zespół. Występowałyśmy tylko w szkole.
-Chodziłem do twojej szkoły. Czasem pojawiam się na uroczystościach. Na jednej z nich usłyszałem ciebie.
Zamyśliłam się. Czemu nigdy go nie dostrzegłam?
-Przejdźmy się. - zaproponował. Powoli ruszyliśmy z miejsca ku przytulnym uliczkom parku. Szliśmy w ciszy przez jakiś czas. Rozważałam jego propozycję.
W końcu przystanęłam.
-No dobra. Zgadzam się. Pod warunkiem, że pozostanę anonimowa.
-Naprawdę się zgadzasz?!
-Naprawdę.
Rafał wydał okrzyk zwycięstwa i zaczął radośnie wymachiwać rękami. Przyglądałam się temu komicznemu zachowaniu z uśmiechem. Nagle Rafał zachwiał się i poleciał w moją stronę.
-Uważaj! Nie machaj tak tymi ręka... - nie dokończyłam, bo jedna z zaciśniętych pięści chłopaka wylądowała na mojej twarzy.


W domu Magdy rozdzwonił się telefon. Odebrał Marcin.
-Halo?
Bill akurat stał nieopodal. Zastanawiał się gdzie się podziała jego ukochana i dlaczego nie odpowiedziała na smsa z pytaniem gdzie jest. Wysłał go z pół godziny temu.
-ŻE COOO?! JAK TO W SZPITALU?! CO SIĘ STAŁO?! - wykrzyczał brat Magdy. Bill zesztywniał. Nie zrozumiał, co powiedział chłopak, ale wiedział, że to nic dobrego.
-Jasna cholera! Już jedziemy!
-Co się stało? - spytał Bill Marcina. On nigdy nie rozmawiał z nim po niemiecku, więc czarnowłosy uznał, że zada to pytanie po angielsku.
-Magda jest w szpitalu. - odparł zdenerwowany Marcin. - Nie wiem co dokładnie się stało, ale chyba coś sobie złamała.


Leżałam w białym pokoju otumaniona lekami przeciwbólowymi. Na twarzy miałam coś miękkiego. Chyba opatrunek. Powoli przypominałam sobie, co się stało i jak się tu znalazłam. Po chwili usłyszałam czyjś głos.
-Panie doktorze ona z tego wyjdzie?
-Na pewno. To nie jest aż tak bardzo poważne złamanie. Myślę, że szybko się zagoi.
Westchnęłam. No tak. Park, Rafał, wspaniała wiadomość i wypadek spowodowany radością.
Nagle do pokoju ktoś wpadł. Spojrzałam w tamtą stronę nieprzytomnie i ujrzałam moją mamę. Na korytarzu stał tata z Marcinem i Jagodą. Do pokoju zaglądały dziewczyny z całym Tokio Hotel.
Uświadomiłam sobie, że Bill patrzy z nieokreśloną miną na Rafała stojącego obok mojego łóżka.
-Co się stało mojemu dziecku?! - krzyknęła mama.
-Mamo... - wyjęczałam. Nadal byłam trochę zdezorientowana. Ostrożnie usiadłam i poczekałam aż przestanie mi się kręcić w głowie. Kiedy już upewniłam się, że mogę wstać dopadł do mnie doktor.
-Spokojnie maleńka! Jeszcze nie wstawaj.
-Mamo, to nic. To było przez przypadek. - powiedziałam słabo.
-To moja wina. To wszystko przez tą wiadomość. Nie mogłem się zatrzymać. Próbowałem, ale... - tłumaczył się zawile Rafał. Nic nie można było zrozumieć z tego, co mówił.
-Z tego, co ja zrozumiałem znajdujący się tu jegomość uderzył naszą pacjentkę i złamał jej nos. Oczywiście stało się to przez przypadek. Nie zrobił tego celowo. – lekarz uratował sytuację.
Rozejrzałam się po pokoju bardziej przytomna. W środku byli już moi rodzice, rodzeństwo i cała reszta. Zauważyłam, że Ola mówi coś do chłopaków. Zapewne tłumaczyła wszystko, co mówił doktor. Od słowa do słowa Bill poczerwieniał. Odwrócił się w stronę Rafała.
„O nie, o cholera, o fak!”
-TY! - wycelował palec w zielonookiego. - TY JEJ TO ZROBIŁEŚ?!
Rafał stał zdezorientowany. Pokiwał głową niepewnie.
-Ale ja nie chciałem... - urwał, bo czarnowłosy rzucił się na niego z pięściami.


-No dobra. Myślę, że wyrobiliśmy dzisiaj normę złamań. - powiedział lekarz opatrując Billa. Po bójce miał pękniętą szczękę. Rafał natomiast miał złamane dwa palce, jednego wybitego, a na oku formował mu się całkiem spory siniak.
Siedziałam między nimi na wypadek gdyby zachciało im się dokończyć to, co zaczęli. Dotknęłam swojego nosa i skrzywiłam się. Znowu zaczynał boleć.
-Panie doktorze...
-Leki są już w drodze. Zamówiłem podwójną dawkę. Wystarczy dla was trojga.
Rafał spojrzał na lekarza ponuro. Pielęgniarka usztywniała mu właśnie dłoń. Rzucił też rozzłoszczone spojrzenie Billowi. On nie omieszkał mu się odwdzięczyć. Nagle ja też zapragnęłam obu ich trochę poturbować.
-Uspokójcie się wreszcie! - syknęłam.
-To on zaczął! - rzucił Rafał.
-Ale to ty złamałeś jej nos!
-Idiota!
-Damski bokser!
-Masz na myśli też siebie?
Bill zazgrzytał zębami.
-Lepiej powiedz żeby go stąd zabrali, bo zaraz będzie miał złamane nie tylko palce! - wycedził do mnie wokalista.
Skuliłam się w sobie. Podczas gdy oni strzelali na siebie błyskawicami z oczu mnie rozbolała głowa.
-Gdzie jest ta cholerna morfina?!


-Poczekacie jeszcze ze dwie godziny. Musimy sprawdzić czy żadne z was nie ma innych obrażeń. A mam sporo pacjentów.
Do pokoju, w którym się znajdowałam wstawiono jeszcze dwa łóżka. Umieścili tam obu chłopaków. Przeklinałam za to lekarza i pielęgniarki, ale oni najwyraźniej świetnie się bawili patrząc na nasze sprzeczki. Moja rodzina, dziewczyny i reszta chłopaków z TH poszli do domu. Godziny odwiedzin skończyły się, a my mieliśmy zostać w szpitalu do jutra.
-No dobra. - powiedział doktor, kiedy już wszystko było gotowe. - Najpierw ty. - wskazał na Rafała. - Wyglądasz najgorzej z całej trójki.
Bill uśmiechnął się złośliwie. Rafał zabił go wzrokiem.
Zostaliśmy z czarnowłosym sami. Musiałam mu wszystko wytłumaczyć. Zamknęłam oczy przygotowując się do tej rozmowy. Poczułam jak moje łóżko ugina się pod dodatkowym ciężarem.
-Masz leżeć kretynie. - mruknęłam nie otwierając oczu.
-Przecież leżę. - odparł.
Zerknęłam na niego. Rozłożył się obok mnie. Wyglądał przy tym tak pięknie, że aż westchnęłam. Uśmiechnął się na widok mojej reakcji.
-O ile wiem masz pękniętą szczękę. Mówienie nie jest w tym przypadku wskazane.
-Przeżyję. Ale bez tego bym nie przeżył. - wyszeptał i podniósł się żeby mnie pocałować.
Po minucie oderwałam się od niego.
-Wystarczy. Biegiem do wyra!
Bill fuknął na mnie, ale posłuchał. Najwyraźniej rozbolała go szczęka, więc nie protestował przed odpoczynkiem.
Po jakimś czasie do pokoju wprowadzono Rafała. Wyglądał jakby był na haju. Bezskutecznie próbował poderwać pielęgniarkę, która pchała jego łóżko.
-No dobrze. Koniec podróży panie Romeo. - powiedziała. - A wy jeszcze poczekacie. Jest duża kolejka do tomografu.
-Co mu się stało? - spytałam patrząc na chłopaka, który wpatrywał się teraz w Billa z niebywałym zachwytem.
-Musieliśmy podać leki przeciwbólowe, bo strasznie rozbolała go ręka. Ktoś się pomylił i chłopak dostał głupiego jasia. - zaczerwienione policzki kobiety wskazywały na to, że to ona była tym nierozważnym ktosiem. - To lek przeciwbólowy, ale strasznie ogłupia.
-Kiedy mu przejdzie? - spytałam zaniepokojona lubością jaką miał na twarzy Rafał, gdy patrzył na Billa. Ten drugi ostentacyjnie nie spoglądał w jego kierunku.
-Za jakąś godzinę, może półtorej.
-No dobra. Jakoś wytrzymamy.
Pielęgniarka pokiwała głową i ustawiwszy łóżko Rafała obok nas wyszła z pomieszczenia. Bill nadal nie wykazywał zainteresowania tym, co się dzieje z zielonookim.
-Bella jesteś najpiękniejszą istotą chodzącą po ziemi. - Rafał podniósł się na łokciu. Zarumieniłam się.
-Przestań... - zaczęłam, ale on mnie zignorował.
-Zdradź proszę swoje imię o bogini! Powiedz jak się nazywasz piękności, a będę wysławiał twe imię po wsze czasy!
Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że Rafał kieruje te słowa nie do mnie tylko do Billa. Ten wpatrywał się teraz z osłupieniem w nadawcę prośby.
-Czymże sobie zasłużyłem żeby oglądać takie cudo swoimi nic nie znaczącymi ziemskimi oczami? Och błagam nie trzymaj mnie w niepewności! Powiedz coś! Zaszczyć mnie chociaż jednym słowem!
-Odbiło ci? - wykrztusił czarnowłosy.
-Och pani! Dziękuję ci! Wybacz za mój kiepski angielski, ale najwyraźniej mój rodowy język jest plugawy i niegodny do porozumiewania się z tobą. Pozwól więc, że dalej będę wygłaszał mój zachwyt w języku sławnego Szekspira! Bo nim teraz jestem! Romantykiem! Jestem jak Romeo a tyś mą Julią!
Bill spoglądał to na Rafała to na mnie, duszącą się ze śmiechu.
-On ma być taki przez półtorej godziny?!
Przytaknęłam nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Za każdym razem, kiedy Rafał wygłaszał nowe komplementy ze śmiechu coraz bardziej bolał mnie brzuch.
-Moja pani! Czy mogę cię dotknąć? Chociaż skrawka ubrania! Jednego cudnego włosa!
-NIE JESTEM KOBIETĄ KRETYNIE!
-Och to prawda! Kobieta to za mało powiedziane! Jesteś boginią! Zjawiskiem! Powiedz tylko słowo, a wystawię ci miliard pomników! Zdobędę dla ciebie wszystko! Nawet cały świat!
Bill przejechał sobie ręką po twarzy. Łzy ciurkiem ciekły mi z oczu. Nos mnie bolał od tego śmiechu, ale nie mogłam przestać.
-A cóż to?! Ta istota ośmiela się z ciebie nabijać?! Zaraz ją zgładzę dla ciebie!
-Nie nie! To ja jej rozkazałem się tak zachowywać! - wykrzyknął Bill widząc, że Rafał wstaje i zmierza w moim kierunku.
-Ach! Więc wybacz mi o pani! - powiedział chłopak i padł na kolana wykonując ukłon. Zaczęłam kaszleć i śmiać się jednocześnie. Całe szczęście, że miałam pusty pęcherz, bo inaczej z pewnością potrzebowałabym nowych majtek i pościeli.
-Jasna cholera... - mruknął Bill. - Niech to się już skończy.

Nie mogłam się uspokoić nawet wtedy, gdy Rafał zasnął zmęczony wyznawaniem miłości swojej ukochanej.
-Nigdy tego nie zapomnę. Będę opowiadać wnukom o tym dniu! - wyjąkałam wycierając oczy.
Bill był nieźle naburmuszony.
-Nie mów, że ci się nie podobało. On cię wielbi! Uszanuj to!
-Jeszcze słowo i poproszę o przeniesienie do innego szpitala.
Znowu się roześmiałam. Przestałam dopiero po podaniu mi leków uspokajających. Śmiech źle wpływał na mój złamany nos.
-Schudłam przez tą radochę z 10 kilo. - wymruczałam. Byłam zmęczona i śpiąca. Z uśmiechem przytuliłam się do poduszki z zamiarem udania się w krainę snów.
-Madziu? - odezwał się Bill.
-Hm?
-Czy ON jest tym, o czym chciałaś mi dzisiaj powiedzieć?
-Mhm. Przepraszam cię, ale jestem potwornie zmęczona. Jutro pogadamy ok?
-Nie ok. Masz mi wszystko wytłumaczyć. I to natychmiast.
Moje serce zatrzepotało niespokojnie. Ton głosu Billa nie był zbyt wesoły. Wyzierał z niego chłód.
-To... nic.
-Jak to nic? Wyszłaś nagle z domu późnym wieczorem na spotkanie z nim i dałaś złamać sobie nos! To jest nic?!
-Tak!
-Nasz związek też uważasz za „nic”?!
-Nie do cholery! Ten facet, który siedzi obok ciebie zawrócił mi w głowie, kiedy ciebie nie było! Potem wróciłeś, znowu poczułam te motylki w brzuchu na twój widok i w ogóle. Kocham cię, ale z Rafałem tez mnie coś łączy. - dokończyłam cicho. - Nie wiem co, ale coś na pewno.
-Wiesz, że będziesz musiała wybrać między mną a nim?
-Bill ja już dawno wybrałam ciebie. Mówiłam, że to ośli zachwyt. Nie skończył się, ale próbuję nad nim zapanować. Dlatego potrzebuję czasu.
Czarnowłosy wstał i położył się obok mnie. Wziął moją rękę i przyłożył sobie do serca.
-Więc wiedz ja i to coś, którego bicie teraz czujesz kochamy cię i będziemy o ciebie walczyć. Zawsze i wszędzie.
Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go lekko po twarzy. Potem dotknęłam opatrunku, który otaczał lewą cześć jego twarzy.
-Walczcie więc. Ale w inny sposób niż walczyliście dzisiaj, dobrze?
-Dla ciebie wszystko, Bella
Mimo zmęczenia i bólu nosa znowu się roześmiałam.
-Szkoda, że tego nie nagrałam. Miałabym ubaw do końca życia.
-Nagraj, jak będziemy mu o tym wszystkim opowiadać. Chociaż mam nadzieję, że pamięta co nieco. - w głosie Billa wyczułam złośliwość. Uszczypnęłam go w pierś.
-Śpij mój kochany głuptasku. - pocałowałam go w nos i wtuliłam się w jego ciepłe ramiona. Zamruczał z zadowoleniem.
Zasnęliśmy otuleni własnym ciepłem i miłością.
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

24

niedziela, 17.stycznia.2010, 18:31
No wreszcie!
Dedykuję Marcie (cuts-your-soul.blog.onet.pl) która mnie męczyła o tą notkę xD

Miłego czytania!

***

Stałam przed drzwiami mieszkania numer 5. Wiedziałam, że za nimi czeka chłopak, który ostatnio zawrócił mi w głowie. Kiedy przypomniałam sobie, jak na mnie patrzył poczułam jak miękną mi kolana. Palnęłam się w czoło.
„Co ja tu robię?” pomyślałam. „Już dawno powinnam być z Billem. Przecież go kocham”
Tymczasem nadal stałam przed tymi drzwiami. Podniosłam rękę aby zapukać, ale się zawahałam. W końcu się przemogłam, ale nie zdążyłam dotknąć do drzwi. Otworzył mi je Rafał.
-Ha! A jednak moje przeczucia nie są tylko zwykłymi przeczuciami.
Poczułam, że moje policzki płoną. Byłam pewna, że przypominam całkiem dorodnego buraka.
-Wchodzisz? - spytał chłopak uśmiechając się. Przez chwilę zapomniałam jak się oddycha. - Spokojnie, nie zjemy cię.
-Mam taką nadzieję – mruknęłam pod nosem. Rafał roześmiał się.
Kiedy weszłam do środka podbiegła do mnie Iza.
-Tak się cieszę, że już jesteś! Chodź! Pokażę ci mój pokój!
Szybko zdjęłam z nóg czarne trampki i poszłam za dziewczynką. Moim oczom ukazał się uroczy pokoik. Miał białe ściany i był pełen pluszaków.
-Czy ty masz tu łóżko czy może są nim te pluszaki? - spytałam Izy.
-Łóżko jest tu. - pokazała mi palcem. Widocznie znała na pamięć rozmieszczenie mebli. Zobaczyłam małe różowe łóżeczko. Całe zawalone misiami.
-I śpisz z nimi wszystkimi?
-Niestety, nie mieszczą się.
Obie zachichotałyśmy. W drzwiach ukazała się mama dziewczynki.
-Dzień dobry – uśmiechnęłam się do niej.
-Witam. - odwzajemniła uśmiech.- Podano do stołu.
Iza złapała mnie za rękę i zaprowadziła do niewielkiego salonu. Zastanawiałam się, gdzie się podział ojciec mojej nowej znajomej. Wyglądało na to, że poza jej bratem w domu nie ma innego mężczyzny. Gdy wychodziłyśmy z pokoiku Izy natknęłyśmy się na Rafała, który akurat wychodził ze swojego. Znajdowaliśmy się w niezbyt szerokim korytarzyku, więc idąc koło mnie chłopak dotykał mnie swoim ramieniem. Poczułam zapach jego perfum. Zawsze miałam słabość do męskich wód toaletowych. Bywało, że faceci zdobywali moje serce samym zapachem. A Rafał był oprócz tego bardzo przystojny. Czułam się zdezorientowana. Starałam się nie zapomnieć o Billu. Przywołałam jego obraz w pamięci, ale Rafał skutecznie mącił mi myśli. Kiedy usiadłam przy stole byłam przekonana, że zaraz zwariuję.
Obiad był wyśmienity. Pochwaliłam kuchnię pani Anny, bo tak nazywała się mama Izy i Rafała i starałam się nie patrzeć na jej syna. Za każdym razem, kiedy nasze spojrzenia się spotykały moje serce zaczynało dziki galop. I za każdym razem on się uśmiechał. Tak, jakby słyszał, co się we mnie dzieje.
Po obiedzie poszłyśmy do pokoju Izy. Odetchnęłam mogąc wreszcie odpocząć od tych zielonych oczu.
Bardzo miło mi się gawędziło z niewidomą dziewczynką. Wydała mi się zbyt dorosła emocjonalnie jak na swój wiek. Najwyraźniej przyczyną tego było jej kalectwo. Było mi jej szkoda. Taka była mała, tyle cudów tego świata było przed nią. A ona nie mogła ich zobaczyć. Z drugiej strony nie będzie widziała okropności, które należały do ludzkiej egzystencji.
-Wymyślałaś kiedyś historie? - głos Izy wyrwał mnie z zamyślenia.
-Oczywiście! A kto tego nie robi? - zaśmiałam się. Natychmiast przypomniały mi się wszystkie moje marzenia i historie, które układałam na ich podstawie. Była wśród nich także ta, w której spotkałam Billa.
-No to super! Pobawimy się w układanie historii! Każda z nas mówi jedno zdanie. W ten sposób powstanie coś fajnego. Zapisuj proszę wszystko żebym mogła potem pokazać to mamie i Rafiemu.
-Nie ma sprawy. Znam tą grę. Jest super. - entuzjazm mojej małej koleżanki udzielił mi się. Po półgodzinie miałyśmy już dwie strony opowiadania i coraz to nowe pomysły.
Po jakimś czasie wyszłam do łazienki. W drodze powrotnej usłyszałam muzykę. Piękną muzykę. Dochodziła zza drzwi Rafała. Ciekawość chciała żebym tam weszła jednak zapierałam się jak mogłam.

Nie udało się.
Cichutko zapukałam. Muzyka natychmiast ucichła, ale nie całkiem. Drzwi się otworzyły i pokazał się w nich Rafał. Zauważyłam, że zdążył się przebrać. Miał na sobie teraz jasnozielony podkoszulek, który niesamowicie podkreślał kolor jego oczu oraz ciemne dżinsy. Udało mi się nie zemdleć, ale kiedy zobaczył kto stoi przed jego drzwiami uśmiechnął się.
Cholera jasna czy on chce mnie zabić?!
-Cześć. Chcesz wejść?
-Hm. Jeśli mogę.
Chłopak przesunął się i wpuścił mnie do swojego pokoju. Rozejrzałam się. Trzy ściany były w kolorze błękitnym. Czwartą zdobiło ogromne grafitti. Tak pokręcone, że za nic nie mogłam odczytać napisu.
-Co tu jest napisane?
-To mogą wiedzieć tylko nieliczni. Może kiedyś zostaniesz wtajemniczona, ale najpierw musiałabyś przejść test! - powiedział Rafał tajemniczo.
-Jaki test? - spytałam.
-Znalezienie moich skarpetek, których szukam od pół roku.
Skrzywiłam się. Wolałam sobie nie wyobrażać jak musiały cuchnąć.
-Uch. Chyba jednak nie muszę wiedzieć, co oznacza ten napis.
Spojrzeliśmy na siebie i jednocześnie się roześmialiśmy.
Spojrzałam na jego biurko. Było tam pełno różnych papierów, płyt i filmów. W całym pomieszczeniu panował lekki nieporządek. Ale to czyniło go przytulnym. Zwróciłam uwagę na różnego rodzaju sprzęt elektroniczny porozstawiany wokół biurka.
-Masz tu małe studio nagraniowe? - spytałam.
-Mniej więcej. Chciałbym kiedyś zostać producentem.
-Kochasz muzykę. - to nie było pytanie. Rafał uśmiechnął się. Stanowczo za szeroko. Czy on nie wie, że od tego można dostać skurczu? No bo który normalny człowiek tak często się uśmiecha?!
-Tak. I dlatego planuję w przyszłości jej się poświęcić.
Obejrzałam wszystko, co znajdowało się obok komputera. Dotknęłam ogromnych słuchawek.
-No to będziesz miał fajną pracę.
Nagle zauważyłam mikrofon.
-Śpiewasz? - spytałam. Zaparło mi dech jak wyobraziłam sobie jak mógłby brzmieć jego głos w piosence.
Rafał wydawał się zakłopotany.
-No... Czasem. Ale nie wychodzi mi to za dobrze.
-Nie żartuj! Nagrałeś coś?
-Tak, ale...
-Pokaż!
Rafał zaczerwienił się. Naprawdę to zrobił! Wreszcie nie tylko ja przypominałam buraka. Ale i tak mu było ładnie. Jezu o czym ja myślę?!
Podszedł do komputera i mrucząc coś z niezadowoleniem wyszukał odpowiedni plik. Włączył go i zaczął udawać, że czegoś szuka nie chcąc widzieć mojej reakcji.
Stałam osłupiała. Piosenka była przepiękna. Opowiadała o tym, jak chłopak nie wiedział jak wyznać ukochanej co do niej czuje. Kiedy melodia się skończyła Rafał spojrzał na mnie.
-To... to... - wydukałam.
-Nic takiego. Takie tam. Nagrałem to niedawno.
Wytrzeszczałam na niego oczy. Nie wyglądałam przy tym zbyt inteligentnie, ale jakoś wtedy o tym nie myślałam.
-Będziesz musiała mi się odwdzięczyć.
-Jak.
-Teraz musisz dla mnie coś zaśpiewać. Albo lepiej! - chłopak podszedł do swoich urządzeń i zaczął coś ustawiać. - Będziesz śpiewała, a ja to zagram.
-Że co? - najwyraźniej nie miałam nic do powiedzenia.
Rafał odwrócił się i złapał mnie za rękę.
-Proszę... - pogładził mnie po policzku. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Moje płuca domagały się tlenu. Wzięłam głęboki wdech.
-D-dobrze. - jego intensywnie zielone oczy hipnotyzowały mnie. Zauważyłam, ze dystans między nami wynosił tylko kilka centymetrów.
-Dziękuję.
W tym momencie usłyszeliśmy pukanie.
-Tu jesteś! Wszędzie cię szukałam! - powiedziała Iza wkraczając do pokoju. - Musimy dokończyć naszą historię! - złapała mnie za rękę i wyciągnęła z pomieszczenia. Rzuciłam zdezorientowane spojrzenie Rafałowi.
-Innym razem. Nie wywiniesz mi się!


***

Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

23

niedziela, 11.października.2009, 14:45
Ekhm... Nie powiem ile czasu pisałam tą notkę...


***


Szłam szybkim krokiem oddalając się od Billa, a po policzkach płynęły mi łzy. Nie chciałam, nie zasługiwałam na jego przebaczenie. Chciałam uciec od niego jak najszybciej żeby miał czas znaleźć sobie kogoś lepszego ode mnie. Nie byłam go warta. Jak gwiazda muzyki mogła kochać taką osobę jak ja? Nagle przystanęłam. Poraziło mnie to, jak bardzo chciał żeby nasz związek znowu zaistniał. Powoli odwróciłam głowę. Stał jakieś 200 metrów za mną, z wyciągniętą w moją stronę ręką i zszokowaną miną. Znowu stanęłam do niego tyłem. Zacisnęłam powieki próbując zdusić w sobie szloch. Po kilku sekundach, kiedy upewniłam się, że mój głos będzie brzmiał odpowiednio powiedziałam:
-Chodź do domu Bill.
Przez chwilę było cicho, ale potem usłyszałam jego powolne kroki. Odetchnęłam i ruszyłam do przodu. Zrównał się ze mną, ale nie patrzył w moją stronę. W milczeniu wróciliśmy do mojego domu.

Wieczorem po kąpieli siedziałam w moim łóżku i gapiłam się w ścianę. Chciałam znaleźć jakieś rozwiązanie, ale nic mi nie przychodziło do głowy. W pokoju było ciemno, jedynym słabym źródłem światła był księżyc, który nieśmiało zaglądał do mnie przez okno. Ocknęłam się z zamyślenia dopiero wtedy, gdy światło sięgnęło mojej twarzy. Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam głowę w tamtą stronę. Do środka wślizgnął się Bill. Już otwierałam usta żeby go wygonić, ale podszedł do mnie szybkim krokiem i zatkał mi je dłonią. Zaśmiałam się w duchu przypominając sobie, że tak samo zrobiłam ja kilka godzin wcześniej.
-Teraz ty się zamknij. - Powiedział łagodnie. Dźwięk jego głosu sprawił, że przeszedł mnie rozkoszny dreszcz. - Chcę powiedzieć, że zamierzam poczekać na ciebie.
Zamrugałam oczami ze zdziwieniem.
-Poczekam aż zrozumiesz, że chcę być tylko z tobą. Bo to ty jesteś tą jedyną, którą w końcu znalazłem.
Zamarłam przejęta. Szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w jego twarz. Bill uśmiechnął się i delikatnie przesunął swoją dłoń na mój policzek. Zbliżył się do mnie. Niemal przestałam oddychać bojąc się, że za chwilę anioł siedzący przede mną zniknie. Kiedy nasze usta złączyły się po raz pierwszy od ponad roku poczułam, że żyję. Zamknęłam oczy zatracając się w rozkoszy. Zapomniałam o tym, że chciałam by znalazł sobie kogoś innego. Zapomniałam, że miałam być nieugięta. Wszystko przez te jego usta.
Po chwili oderwał się ode mnie. Jęknęłam cicho, żałując przerwanej przyjemności.
Czarnowłosy zaśmiał się ukazując swoje białe zęby.
-Czyżbym nie musiał długo czekać?
W odpowiedzi znowu wpiłam się w jego usta. Mój rozsądek tupał nogą ze złości, a serce triumfowało. Nie wiedziałam co zrobię gdy obudzę się następnego dnia. Nawet mnie to zbytnio nie interesowało. Liczyliśmy się teraz my dwoje.
Wplotłam palce we włosy Billa. On złapał mnie w pasie i przysunął do siebie. Siedziałam mu teraz na kolanach. Nagle przypomniał mi się Rafał. Stanął mi przed oczami uśmiechając się w ten osłabiający mnie sposób i momentalnie zaczęłam sobie wyobrażać, że to z nim się całuję. Po kilku sekundach oderwałam się od Billa zawstydzona tym nagłym wyobrażeniem. Jednocześnie bardzo pragnęłam żeby to marzenie się spełniło. Przeraziłam się i natychmiast ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Odwróciłam się w drugą stronę.
Czarnowłosy pocałował mnie delikatnie w szyję. Zadrżałam pod wpływem tej niespodziewanej pieszczoty.
-Co się stało Madziu?
Spojrzałam na niego.
-Bill... - wyszeptałam, czule gładząc go po policzku. - Proszę... Daj mi trochę czasu.
Chłopak zaśmiał się.
-Przecież właśnie to zrobiłem.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Kocham patrzeć jak się uśmiechasz. - Bill pochylił się i pocałował mnie przelotnie w usta. - Dobranoc. Kocham cię.
Gdy wyszedł zaczęłam łkać wtulona w poduszkę.


*


Światło słoneczne drażniło moje powieki zmuszając je do podniesienia się do góry. Przeciągnęłam się z lubością. Nagle do mojej świadomości dotarły wydarzenia z poprzedniego dnia i opadłam na łóżko. Nie chciałam wstawać z łóżka by zmierzyć się z problemami. Najchętniej nakryłabym się kołdrą i modliła o to, żeby cały świat o mnie zapomniał. Wiedziałam jednak, że to by nie pomogło, więc z cichym jękiem wstałam z łóżka. Byłam niewyspana po niemal bezsennej nocy. Cały czas zastanawiałam się co będzie dalej. W końcu uświadomiłam sobie, że nie wiem, którego z chłopaków wybrać. Ale nie byłam pewna czy Rafał czuje to samo, co ja. Musiałam wiedzieć na czym stoję.
Wzięłam zimny prysznic i stanęłam przed szafą niepewna w co się mam ubrać.
W końcu wybrałam białą koszulę, czarną kamizelkę i czarne rurki. Elegancko ale bez przesady. Po ubraniu się zrobiłam makijaż i zaczęłam suszyć włosy. Patrzyłam w lustro, a przez głowę przelatywało mi mnóstwo pesymistycznych myśli.
-Cholera! Dlaczego jestem zła na Olkę? Jest mi teraz potrzebna... - mruknęłam do siebie.
-Do usług.
Odwróciłam się gwałtownie. Moja była przyjaciółka stała w drzwiach. Nic więcej nie powiedziała. Po prostu podeszła i mnie przytuliła. Rozpłakałam się.
-Nie płacz idiotko. Rozmażesz się.
Parsknęłam śmiechem. Ona zawsze wiedziała co zrobić żeby poprawić mi humor.
-No, to teraz jak już zapobiegłam powodzi możesz mi powiedzieć co się stało.


*


Godzinę później siedziałam z ułożonymi włosami i pałaszowałam truskawki w śmietanie. Obok siedziała Olka robiąc to samo.
-Ale się porobiło. - stwierdziła i wepchnęła sobie w usta jednego z większych owoców. - Muchich chuchde wybchac.
-Mów do mnie zrozumiałym językiem.
Przełknęła truskawkę.
-Powiedziałam że musisz kurde wybrać.
-Tyle to i ja wiem. Pozostaje pytanie: którego?
-Zastanówmy się. Bill jest cudowny - miły, słodki, namiętny, romantyczny... - zaczęła wyliczać. Trzepnęłam ją po głowie.
-Nie zaczynaj bo do jutra nie skończysz.
-No widzisz. A o tym Rafale mogę powiedzieć tylko to, że jest miły i ładny.
-Jest boski.
-Bill bardziej.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek.
-Za pięć minut wychodzę.
-Jesteś pewna? Zawsze możesz odwołać. A jeśli pan boski zielonooki zechce sprawdzić co ci jest to mogę zadbać o efekty specjalne – rzekła rozgniatając jedną z truskawek. Po chwili rzuciła nią we mnie.
-Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam patrząc na truskawkową breję, która rozgościła się na moich spodniach. - Muszę się przebrać!
Olka zignorowała moje krzyki. Wpatrywała się w moje spodnie z zastanowieniem.
-Nie trafiłam, ale okresem też się da wymigać. Przecież może boleć cię brzuch co nie?
Chwyciłam moją miskę z truskawkami i z dzikim okrzykiem rzuciłam się na przyjaciółkę. Po chwili obie byłyśmy całe w czerwonym soku.
-Jesteś psychiczna.
-Mam to po tobie Olu.
Poczochrałam jej włosy. W nich także były truskawki. Moja fryzura na szczęście uniknęła tych rewelacji. Jednak nie dało się powiedzieć tego samego o moim ubraniu.
-Zdaje się, że się spóźnię na ten obiad. - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju się przebrać. Olce chyba nie przeszkadzało to, że jest cała brudna i się klei bo nie ruszyła się z miejsca. Cieszyłam się, że znowu stałyśmy się przyjaciółkami. Bardzo mi jej brakowało przez ostatni rok.
Wszedłszy do pomieszczenia skierowałam się do szafy. Przeglądałam jej zawartość starając się znaleźć coś odpowiedniego. Wyciągnęłam ciemne dżinsy i inną białą koszulę. Po przebraniu się i wrzuceniu poprzednich ubrań do kosza na brudy zeszłam szybko na dół. Po drodze chwyciłam małą czarną torebkę. Zostało mi tylko 10 minut, a nie wiedziałam gdzie dokładnie mam być.
-Wychodzę! - obwieściłam wszystkim. Więcej szczegółów im nie potrzeba. Może Olka wygada się dziewczynom, ale jakoś się tym nie przejmowałam. Myślałam tylko o tym, ze za kilkanaście minut będę mogła znowu zobaczyć te zielone tęczówki...
„Cholera jasna...”
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Część 22

czwartek, 23.kwietnia.2009, 22:27
Wracam. Właściwie to już nie mam do kogo, ale lubię pisać.

I chcę pisać dalej :)

***

Głośno tupiąc poszłam do mojego pokoju. Zła na cały świat trzasnęłam drzwiami i siadłam do perkusji. Zaczęłam bez ładu i składu uderzać w bębny. Brzmiało to, jakbym nigdy nie brała lekcji gry, ale w tym momencie nie byłam w stanie skupić się na żadnym konkretnym rytmie. Po jakichś 10 minutach wypuściłam pałeczki z obolałych dłoni. Upadły z głuchym stuknięciem na podłogę i potoczyły się pod ścianę. Mój oddech był przyspieszony. Powoli uspokoiłam go siedząc bez ruchu. Wtedy zorientowałam się, że nie jestem sama. W pokoju był Gustav. Stał przy moim stojaku na płyty, więc nie mogłam go zauważyć wpadając ze złością do pokoju.
-No pięknie – mruknęłam pod nosem. - teraz wyszło na to, że jestem beztalenciem, który kupił sobie perkusję żeby się na niej tylko wyżywać.
Blondyn zaczął się śmiać.
-Wcale tak nie uważam. Też tak czasem mam, że muszę po prostu się wyżyć.
-Ty może tak nie uważasz, ale reszta tak.
-A od kiedy ty się przejmujesz resztą?
Pokazałam mu język. Wstałam i podniosłam jedną pałeczkę. Druga leżała odrobinę dalej więc zrobiłam krok żeby jej dosięgnąć. Uprzedził mnie Gustav. Nadaj się uśmiechając zaczął się bawić kawałkiem drewna.
-Czy wszyscy faceci muszą mi dzisiaj dokuczać? Nawet gdy jestem w moim pokoju? - spytałam znowu wkurzona. Miałam dodać jeszcze wiele innych ciekawych komentarzy, ale moja komórka nagle się rozdzwoniła. Rzuciłam się by odebrać. Na ekranie wyświetlił się nieznany mi numer. Z szybko bijącym sercem nacisnęłam zieloną słuchawkę i przystawiłam telefon do ucha.
-Hej, to ja, Rafał.
Słysząc jego głos kolana się pode mną ugięły. Czyżbym się zauroczyła na dobre? Bo miłością nie można było tego nazwać. Może po prostu szukałam kogoś, kto zastąpiłby Billa. Żeby wreszcie spławić wokalistę. Ale czy na pewno tego chciałam?
-Jesteś tam? -spytał.
-Tak tak. Jestem.
Chłopak zaśmiał się. Zadrżałam wyobrażając sobie jak mógłby w tym momencie wyglądać.
-Chciałem się ciebie spytać czy wpadłabyś jutro do nas na obiad. Mama się uparła, że trzeba ci się jakoś odwdzięczyć.
-J-jasne. Bardzo chętnie. - zaklęłam w myślach po moim zająknięciu się.
-No to jutro o 17. - następnie podał adres, który sobie zapisałam. Przez całą rozmowę z Rafałem obserwował mnie Gustav. Domyślałam się, że ma zamiar całe zdarzenie streścić potem Billowi. Jakoś mi to nie przeszkadzało. Byłam zajęta lataniem ponad chmurami. Uśmiechając się jak głupi do sera odłożyłam telefon na szafkę i wyszłam z pokoju kompletnie ignorując podejrzliwego blondyna. Zeszłam po schodach na dół niemal unosząc się nad ziemią. W pełni zdają sobie sprawę z tego, że wyglądam jak nastolatka wzdychająca do swej miłości zaczęłam tańczyć przemieszczając się od pokoju do pokoju. Domownicy, których spotkałam po drodze przyglądali mi się z niedowierzaniem. Marcin zaczął się śmiać. Rodzice wybałuszali oczy, a Jagoda otworzyła usta na całą ich szerokość. Trafiłam do salonu gdzie zastałam resztę członków TH i moje byłe przyjaciółki. Patrzyli na mnie jakby zobaczyli ufo. Zachichotałam i wyszłam do kuchni chcąc w końcu dorwać się do upragnionego serka Danio. Wreszcie nic mi nie przeszkodziło w zrealizowaniu mojej zachcianki. Pochłaniałam waniliowy przysmak uśmiechając się do siebie. Po chwili do kuchni zajrzał nie kto inny tylko Bill. Stanął nieopodal mnie czekając aż skończę. Gdy już wyrzuciłam opakowanie po serku i wrzuciłam łyżeczkę do zlewu raczył się odezwać.
-Może byśmy w końcu porozmawiali jak ludzie?
-Może. Ale dopiero wtedy jak już będę człowiekiem.
Spojrzał na mnie pytająco.
-W tym momencie jestem chmurką unoszącą się na wietrze więc nie wymagaj ode mnie zbyt wiele. - oznajmiłam po czym wyszłam z kuchni zostawiając czarnowłosego w zupełnym osłupieniu.
Wyszłam na dwór chcąc nacieszyć się słońcem, które właśnie wyszło zza chmur.
-Życie jest piękne! - krzyknęłam wybiegając przed dom.

Tymczasem

-Możecie mi powiedzieć co do jasnej cholery ją dzisiaj ugryzło? - spytał Georg przebywających w salonie przyjaciół. Nikt nie był w stanie mu odpowiedzieć. Wszyscy siedzieli w miejscu nie do końca rozumiejąc co się właśnie stało.
W szczególności Bill, który właśnie wrócił do salonu. Usłyszawszy od Magdy, że jest ona chmurką zaczął się zastanawiać czy to, co powiedziała w parku może być prawdą. Wszystko wskazywało na to, że tak. Na domiar złego do pokoju wszedł Gustav z poważną miną i zaczął odciągać czarnowłosego na bok.
-O co chodzi? - spytał blondyna.
-O Magdę. Właśnie skończyła rozmawiać przez telefon z jakimś chłopakiem.
Więcej Billowi nie było potrzeba. Jego twarz wyrażała teraz ogromne cierpienie.
-Chcę być sam – wyszeptał i wyszedł z domu.

*

Szłam do parku uśmiechając się do wszystkich po drodze. Niektórzy pukali się w czoło, inni odwzajemniali uśmiech. Gdybym myślała racjonalnie pewnie przejęłabym się trochę tym, co będzie czuł Bill jak się dowie, ale że byłam teraz chmurką...

Nagle stanęłam w miejscu i palnęłam się w czoło przypominając sobie, co powiedziałam Billowi w parku kilka godzin wcześniej. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Tyle rzeczy naraz wydarzyło się tego dnia.

Puściłam się biegiem do domu. Wpadłam tam parę minut potem zdyszana. Przy wyjściu stał Gustav i nad czymś się zastanawiał.
-Gdzie jest Bill? - spytałam go.
-Właśnie wyszedł.
-Gdzie poszedł?
-Nie wiem. Nie zna tu nikogo. Chciałem za nim pójść, ale zniknął mi z oczu zanim się zorientowałem, że muszę go złapać.
-Idiota – skwitowałam i wybiegłam z domu.
Znowu pomyślałam o parku. Właściwie to znał tylko go. Znowu tam pobiegłam
„Jak tak dalej pójdzie to zacznę się starać o stypendium sportowe” pomyślałam.
Po dotarciu na miejsce zaczęłam gorączkowo szukać wokalisty. Park nie był duży więc nie mógł być daleko. W końcu go znalazłam. Siedział na ławce opierając się łokciami o kolana i chowając twarz w dłoniach. Miałam wrażenie, że płakał. Serce mi się ścisnęło i zaczęłam przeklinać siebie za to, co zrobiłam. Podeszłam do drugiego końca ławki i usiadłam. Patrzyłam przed siebie z poczuciem beznadziei i wymyślałam na siebie wszystkie możliwe przekleństwa.
Po chwili zdobyłam się na odwagę i zerknęłam w bok. Bill dalej siedział w swojej poprzedniej pozycji. Powoli przysunęłam się odrobinę bliżej niego. Dzieliło nas teraz około pół metra. Nieśmiało wyciągnęłam w jego kierunku rękę, ale zaraz ją cofnęłam. Co ja mu miałam powiedzieć? Zachowałam się jak ostatnia suka, a teraz jeszcze mam czelność po niego przychodzić. Zacisnęłam ręce w pięści. Kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Westchnęłam i już chciałam wstać, kiedy Bill się poruszył. Zamarłam. On powoli podniósł się i oparł plecami o ławkę. Nie patrzył na mnie, ale musiał wiedzieć, że obok niego siedziałam. Wbiłam wzrok w swoje palce i zaczęłam się bawić jednym z pierścionków, które dostałam od mamy. Przygryzłam dolną wargę i zerknęłam na niego.
Spanikowana natychmiast odwróciłam wzrok. Patrzył na mnie. I było to spojrzenie, w którym był ból, ale także miłość. Nie mogłam w to uwierzyć, ale on nadal mnie kochał. Wszystko to można było zobaczyć w jednym spojrzeniu.
-Przepraszam – wyszeptałam cicho.
Wykrzywił swoje piękne usta w grymasie rozpaczy. Poderwał się i zaczął szybkim krokiem się ode mnie oddalać.

Także wstałam i pobiegłam za nim.
-Mógłbyś mnie w końcu wysłuchać?! - krzyknęłam gdy już byłam tuż obok niego.
Zatrzymał się gwałtownie.
-Po co? Wszystko już wiem.
-Nic nie wiesz Kaulitz. Nic a nic!
Spojrzałam na niego z wściekłością.
-Chcę ci powiedzieć, że jestem głupią suką i że zawsze nią byłam i nie potrafię sobie z niczym poradzić, że jestem beznadziejna i...
-Będziesz mi się żalić? - wokalista uniósł jedną brew w ironicznym geście.
-Zamknij się i daj mi skończyć!!!! - chcąc wreszcie wyjaśnić sprawę zatkałam mu usta ręką. Odetchnęłam głęboko nie odrywając dłoni od jego twarzy.
-Ja kłamałam o tym, że kogoś mam. A te dzisiejsze pląsy po domu to ośli zachwyt, który prawdopodobnie już przeminął. Jestem idiotką, debilką i wszystkim negatywnym czym jeszcze można być.
Opuściłam rękę.
-Nie proszę o wybaczenie – dodałam ciszej – Chciałam tylko wyjaśnić tą sprawę.
Stałam z zaciśniętymi pięściami przez dłuższą chwilę czekając na to, co powie Bill. Nagle poczułam jego dłoń pod swoim podbródkiem. Czarnowłosy podniósł go do góry i zmusił bym spojrzała mu w oczy. W tej samej chwili odrobina wody, która jak na złość musiała mi się zebrać w kąciku oka spłynęła w dół po policzku. Chłopak śledził przez chwilę jej trasę po czym delikatnie starł ją palcem przesuwając dłoń wyżej mojej twarzy. Zadrżałam. Mimo że słońce już zaszło i zaczęło się robić chłodno ja poczułam ciepło. Gdzieś w okolicach serca. Patrzyłam w te cudowne czekoladowe tęczówki zatracając się w nich całkowicie. Nagle Bill się uśmiechnął.
-Nawet gdybyś dzisiaj nic nie powiedziała wybaczyłbym ci.
-Ale ja na razie nie chcę żebyś mi wybaczał. - wyszeptałam. - Przepraszam.
Odwróciłam się i odeszłam w noc.
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Część dwudziesta pierwsza ^^ Jak szybko xD

poniedziałek, 14.stycznia.2008, 23:26
Jak na mnie - po prostu express xD
Nie jestem zadowolona z końca notki, ale nic innego mi nie przyszło na myśl. Muszę popracować nad moimi pomysłami.

***

-Cześć. Jestem Rafał
Z wrażenia nie mogłam wypowiedzieć ani słowa. Chłopak był po prostu nieziemski. Piękne zielone oczy, czarne włosy. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek.
-Więc masz na imię Magda tak?
-Tak Magda tak. Miło mi – poczułam, że moje policzki robią się czerwone.
-Dziękuję Ci, że pomogłaś mojej siostrze. Nawet nie wiesz jak się o nią martwiliśmy.
-Ach nie ma za co. To była sama przyjemność. Iza jest naprawdę bardzo fajna.
Ze zdenerwowania zaczęłam bawić się włosami. Chyba zauważył moje zmieszanie, bo szeroko się uśmiechnął. Moje kolana natychmiast stały się miękkie i zaczęły dygotać. Zakręciło mi się w głowie i upadłabym gdyby mnie nie złapał.
-Dobrze się czujesz?
-Yyy... Tak. To przez upał.
Chłopak spojrzał ze zdziwieniem na kłębiące się nad moją głową chmury.
Zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
-No tak... Przecież dzisiaj jest chłodniej. - ze zdenerwowania zaczęłam owijać sobie kosmyk włosów wokół palca.
Rafał znowu się uśmiechnął. Tym razem panowałam nad sobą.
Nagle podbiegła do nas kobieta i natychmiast chwyciła Izę w objęcia.
-Boże! Tak się o ciebie bałam kochanie! Jakie to szczęście, że się znalazłaś.
-Mamo to boli!
Dziewczynka wyswobodziła się z ramion matki.
-To dzięki Madzi. Pomogła mi tu wrócić.
-Och!
Tym razem kobieta uścisnęła mnie.
-Dziękuję! Z całego serca pani dziękuję!
-Ależ nie ma za co... - wydusiłam zaskoczona nagłym “atakiem”.
Mama Izy puściła mnie i uśmiechnęła się promiennie.
-Chodźcie dzieci. Wracamy do domu.
-Mamuś zaczekaj! Mogłabym się jeszcze kiedyś spotkać z Madzią? Strasznie się polubiłyśmy prawda?
-Prawda. - odpowiedziałam każąc kącikom ust unieść się do góry.
-Mam rozwiązanie. - odezwał się Rafał. - Magda poda mi swój numer telefonu, ja go zapiszę u siebie w komórce i jutro Iza będzie mogła zadzwonić do swojej nowej koleżanki.
Zamrugałam oczami zdziwiona. On chce mieć mój numer u siebie w komórce?
-Tak! Zróbmy tak!
-No dobrze. - podałam numer i pożegnałam się z Izą i jej rodziną.
Wracałam do domu jak na skrzydłach. Prawie zapomniałam o Billu i reszcie. Wpadłam przez drzwi wejściowe i po zdjęciu butów tanecznym krokiem wkroczyłam do salonu. Tam padłam na kanapę chichocząc jak mała dziewczynka. Na fotelu obok siedział Marcin.
-Co się tak śmiejesz? Zakochałaś się?
-Jakbyś zgadł.
Brat spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Żartujesz?!
-Nie – odparłam wpatrując się w sufit. - On jest cudowny. - westchnęłam.
-No no. Tak szybko się zadurzyłaś? A Bill?
Mina natychmiast mi zrzedła kiedy uświadomiłam sobie, że przecież nadal kocham czarnowłosego.
Usiadłam na kanapie i spojrzałam na Marcina.
-Niech to szlag. Można kochać dwóch facetów naraz?
-Wszystko jest możliwe.
Wygięłam usta w podkówkę i zaczęłam okładać poduszkę leżącą obok mnie.
-Mogę wiedzieć co wyprawiasz?
-To niesprawiedliwe! Cholerny Kaulitz! Cholerny Rafał!
Waliłam pięściami w poduszkę, a mój brat się ze mnie śmiał.
-Jeśli zaraz nie przestaniesz zajmiesz jej miejsce!!!
Marcin zatkał sobie usta, ale mimo to nie mógł powstrzymać swojej wesołości.
-Mówisz masz. - wycedziłam i rzuciłam się na niego.
Niestety on był starszy i w dodatku silniejszy. Ale tylko dlatego, że był facetem!
Znalazłam się na ziemi przygnieciona jego ciężarem.
-Kazirodztwo się szerzy! - wrzasnęłam na cały dom.
-Ucisz się wariatko.
-Bo co?
Spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Bo ciasteczko.
-Dasz mi ciastko? - zatrzepotałam rzęsami uśmiechając się jak słodka idiotka.
-Spadaj. Nie zasłużyłaś.
-Sam spadaj. Ze mnie. - zepchnęłam go i pozbierałam się z podłogi, podczas gdy Marcin rozsiadł się na kanapie i włączył telewizor.
-Posuń tyłek. Chcę siąść grubasie.
-Kto to mówi...
-Ostrzegam cię!
Mimo mojej prośby braciszek się nie ruszył. No bo po co...
Stałam nad nim z założonymi rękami aż w końcu po dłuższej chwili poszłam do kuchni. Na nieszczęście spotkałam tam Billa.
Podeszłam do lodówki ignorując go całkowicie. Wzięłam sobie Danio i zamknęłam drzwi chłodziarki. Chciałam jeszcze zabrać łyżeczkę, ale w miejscu gdzie była szuflada opierał się czarnowłosy.
-Mógłbyś się przesunąć? Muszę się tam dostać.
Chłopak jednak nadal stał w miejscu.
Tupnęłam ze złości i odłożywszy serek wyszłam z pomieszczenia.
-Cholerni faceci!
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Uwagaaa! OTO CZĘŚĆ DWUDZIESTA! :D

sobota, 29.grudnia.2007, 19:00
Wróciłam!!! :D Nie zostawię Was przecież!
(W sumie to już prawie nie mam kogo, ale co tam xD)
Notka specjalnie dla Alojzy i Marci ;***

***

Siedziałam tak na tej ławce powtarzając sobie, że jestem skończoną debilką, gdy usłyszałam jakieś krzyki. Spojrzałam w lewo. Grupka chłopców otoczyła małą blondynkę w ciemnych okularach. Śmiali się z niej, popychali i szturchali. Jeden z nich trzymał w ręku białą laskę i wymachiwał nią na wszystkie strony. Zrozpaczona dziewczynka próbowała się bronić, ale tamci nie przestawali.
Podniosłam się ze złością i podążyłam w tamtą stronę.
-Natychmiast ją zostawcie wy wstrętne bachory! Poszli won!
Chłopcy natychmiast uciekli. Wyglądali na niewiele ponad sześć lat.
Podniosłam porzuconą laskę i podeszłam do dziewczynki.
-Nic ci nie jest? - spytałam kładąc jej rękę na ramieniu.
-N-nie.
Kucnęła i zaczęła macać dłońmi trawę. Widząc to podałam jej laskę.
-Dziękuję – wyszeptała.
-Nie ma za co. Nie mogłam pozwolić żeby ci chuligani cię dręczyli.
Na chwilę zapadła cisza.
-Jesteś sama?
-Nie. Byłam z mamą i z bratem w sklepie, ale zgubiłam się i wyszłam.
-Jak masz na imię?
-Iza
-Możesz powiedzieć jaki to był sklep?
-Nie wiem, ale mama powiedziała, że chce kupić mąkę i jajka.
-To pewnie spożywczy. Daleko odeszłaś?
-Trochę.
-Chodź, pomogę ci. - powiedziałam łapiąc ją za rączkę. - Poszukamy twojej mamy i brata.
Dziewczynka niepewnie ruszyła ze mną.
Zaczęłam się zastanawiać, w którym sklepie mogła być rodzina Izy. Na myśl przyszedł mi najbliży supermarket.
-Czy to był duży sklep?
-Chyba tak. Były półki i mama wzięła koszyk na kółkach.
Czyli miałam rację. Udałam się z dziewczynką pod wejście główne. Jednak nikt nie wyglądał na takiego, który by szukał zgubionego dziecka. Postanowiłam poczekać. Może matka zdecyduje się wrócić pod sklep. Usiadłam na małym murku i pomogłam się na niego wdrapać dziewczynce.
Spojrzałam z współczuciem na czarne okulary Izy.
“Ileż radości to dziecko straciło razem z wzrokiem”
Przez chwilę trwała cisza. Rozglądałam się za kimś, kto mógłby być mamą Izy.
-Mogę zobaczyć jak wyglądasz?
Odwróciłam się zdziwiona.
-Ale przecież...
-Nie w ten sposób. Chciałam zobaczyć jak wyglądasz przez ręce.
-Czyli jak?
Dziewczynka nie odpowiedziała tylko rączką wymacała moje włosy.
-Jakiego są koloru?
-Brązowe.
Iza przeczesywała kosmyki przez palce.
-Są śliczne. Widzę je. Dzięki rączkom.
Uśmiechnęłam się. W tym momencie dziewczynka dotknęła mojego nosa.
-Masz piegi? - spytała
-Tak. I to bardzo dużo.
Po kolei Iza zobaczyła całą moją twarz.
-Jesteś bardzo ładna – powiedziała na koniec z uśmiechem.
Zarumieniłam się mimowolnie.
-Dzięki.
Spojrzałam na tą małą dziewczynkę z blond włosami. Podobało mi się to, że mimo swojego kalectwa była bardzo wesoła. Nie znała mnie ani trochę, ale czułam, że mnie polubiła.
-A jak ty masz na imię?
Roześmiałyśmy się obie. Spędziła ze mną około godziny i nawet nie wiedziała jak się nazywam. Okropnie nas to rozśmieszyło.
-Jestem Magda.
-Bardzo mi miło. - Iza złożyła usta w dzióbek i podała mi rękę.
Parsknęłam śmiechem.
-Co ty robisz? - spytałam nie mogąc powstrzymać chichotu.
-Zapoznaję się z tobą jak bardzo ważna starsza pani.
Uścisnęłam jej dłoń nadal się śmiejąc. Poczułam, że ja także ją polubiłam. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy przez jakiś czas, gdy nagle usłyszałam wołanie.
-Iza! Izuśka!
Widziałam jak dziewczynka podnosi się czymś poruszona. Po chwili złapał ją jakiś chłopak i zaczął ściskać.
-Tak się o ciebie baliśmy! Gdzieś ty była?
-Zgubiłam się i zaczepili mnie niedobrzy chłopcy, którzy nie wiedzą jak mam fajnie. Madzia mi pomogła wrócić. - powiedziała jednym tchem i pokazała na jakiś punkt obok mnie. Trudno ją za to winić.
Podniosłam się z murku, gdy chłopak na mnie spojrzał. Poczułam się jakby walnął we mnie piorun...*


*Nie, to nie był Piotrek od razu mówię ;D
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Tak!

czwartek, 1.listopada.2007, 17:36
Ja tu wrócę!
Przysięgam!
Tylko na razie mam szlaban i zapieprz w szkole.
Poczekajcie na mnie...
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Szablon

środa, 29.sierpnia.2007, 18:36
Help! Zrobiłby mi ktoś szablon?

Nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedniego ;(
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Część dziewiętnasta part two

poniedziałek, 20.sierpnia.2007, 19:23
Macie xD Osiem stron w Wordzie
I tak nikt tego nie czyta xD
No dobra... Prawie nikt.
Ale prawie robi wieeeelką różnicę ;P

***

Opadłam na krzesło z ulgą wypuszczając powietrze z płuc. Powoli uwolniłam się od butów i peruki. Już po wszystkim. Teraz trzeba się szybko umyć i ubrać na After party.
Po półgodzinie byłam gotowa. Ubrana w taką sukienkę:
Image Hosted by ImageShack.us

wyszłam z garderoby i udałam się do sali, w której odbywało się przyjęcie. Wzrokiem szukałam dziewczyn, które wyszły przede mną. Nagle poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy rękami.
-Zgadnij, kto?
Uśmiechnęłam się i odwróciłam do napastnika. Niespodziewanie zostałam zaatakowana pocałunkiem w usta.
-No wiesz co? Tak z zaskoczenia? Chcesz mnie udusić? - zasypałam Billa pytaniami, gdy wreszcie się ode mnie odkleił.
Chłopak stał rozbawiony i słuchał moich oskarżeń jakoby chciał mnie unicestwić.
-Dobra. To gdzie jest twój brat? Muszę go zlać.
Bill spoważniał.
-Już go ochrzaniłem
-Ale ja mu nie skopałam tego chuderlawego tyłka.
-To nic nie da.
-Ja nie chcę żeby coś dało. Chcę mu dokopać za to, co zrobił Oli.
-On się nie zmieni.
-Być może, ale porządny łomot dobrze mu zrobi.
W tym momencie podszedł do nas Tom.
-Hej gołąbki! Nad czym tak rozprawiacie?
Zabiłam go wzrokiem i odeszłam żeby poszukać dziewczyn.
-A tej co? - spytał zdziwiony dredziarz.
Brat spojrzał na niego jak na idiotę i poszedł za mną.
-Co ja takiego zrobiłem?!
-Jeszcze się pytasz debilu?! - Georg, który właśnie przyszedł trzepnął gitarzystę po głowie.
Tom naburmuszony odszedł w jakiś kąt i już po chwili obściskiwał się z jakąś pannicą.
-Palant – stwierdziłam podchodząc do odnalezionych koleżanek. Ola stała ściskając w rękach kieliszek z winem. - Uważaj, bo go zgnieciesz. I nie upij się proszę, bo zaczniesz płakać i błagać go o przebaczenie.
Puściłam oko do przyjaciółki i uszczypnęłam ją w bok.
-Nie martw się. Poradzę sobie.
-Super! I pamiętaj – masz się świetnie bez niego bawić. Na przykład poderwij tego przystojniaka, który stoi przy barze. - szepnęłam do niej wskazując na wysokiego bruneta.
-Bez przesady. Nie jestem taka jak ON.
Uśmiechnęłam się i odwróciłam żeby powiedzieć coś Kasi i Monice, ale one już dawno porwały swoich partnerów do tańca.
-Pani tańczy? - spytał Bill łapiąc mnie za rękę.
Spojrzałam na Olę. Ta kiwnęła głową uśmiechając się.
-Owszem. - odparłam i zostałam porwana na parkiet.

Impreza trwała już dwie godziny. Dzięki kilku drinkom nie odczuwałam zmęczenia. Bawiliśmy się w najlepsze, gdy nagle zgasło światło. Zaniepokojona złapałam się Billa.
-Spokojnie! To pewnie korki! - krzyknął ktoś na sali.
Natychmiast po tym jak to powiedział rozległy się odgłosy strzałów. Rozbłysło światło. Jacyś mężczyźni w kominiarkach otoczyli wszystkich gości. Na jednym ze stołów stał człowiek z uniesioną w górę dłonią z pistoletem. Natychmiast go rozpoznałam. To był Patryk. Przerażona patrzyłam na jego twarz, na której widać było satysfakcję.
-Witam wszystkich gości! Wybaczcie, że wam przeszkodziłem, ale mam tu pewną sprawę do załatwienia.
Błądził wzrokiem po twarzach wszystkich ludzi zgromadzonych na sali. Po chwili zatrzymał się na mnie. Spojrzał także na Billa
Uśmiechnął się drwiąco i wycelował w niego.
-Podejdź tu kochana, bo inaczej go zastrzelę.
Zasłoniłam ukochanego własnym ciałem.
-Zostaw nas w spokoju – syknęłam.
-Słonko jakbyś nie zauważyła mam dookoła rozstawionych ludzi, więc musiałabyś go okrążyć ze wszystkich stron, a to jest raczej niemożliwe.
Zacisnęłam zęby i powoli skierowałam się do stołu, na którym stał Patryk.
Byłam jednocześnie przerażona i wściekła. Musiałam jednak zrobić to, co chce. Miał na muszce wszystkich gości.
Gdy znalazłam się przy nim zeskoczył ze stołu i mnie pocałował. Zacisnęłam usta i stałam bez ruchu. Po chwili Patryk oderwał się ode mnie i złapał mocno za moją brodę.
-Masz odwzajemnić pocałunek, bo inaczej... - wycedził ze złością.
Skrzywiłam się, ale pokonując obrzydzenie zrobiłam, co kazał. Nie chciałam żeby kogoś zranił.
-Teraz, jeśli będziesz grzeczna to nikomu nie stanie się krzywda. - złapał mnie mocno za ramię i pociągnął w stronę schodów. Na górze znajdowały się pokoje do “prywatnych spotkań” - Pilnujcie ich – zwrócił się do mężczyzn w kominiarkach.
Weszliśmy na górę. Przy schodach zdążyłam rzucić jedno spojrzenie na Billa, który był gotowy pobiec za nami. Pokręciłam głową dając mu tym znak żeby tego nie robił. Został, więc na miejscu patrząc jak Patryk brutalnie ciągnie mnie na górę.

-Tutaj będzie dobrze – mój oprawca zatrzymał się przy pierwszych z brzegu drzwiach. Wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Czego ode mnie chcesz?!
-Wszystkiego, kotku...
-Nie nazywaj mnie tak! Wpadasz tu z dwudziestoma uzbrojonymi facetami w kominiarkach, otaczasz wszystkich gości i straszysz, że ich zabijesz, jeśli nie będę ci posłuszna i po co to?! Mówiłam, że z nami koniec! Nie kocham cię! Jesteś zwykłym palantem zakochanym w używkach!!!
Szybki ruch ręką, odgłos uderzenia i piekący policzek.
-Uważaj na to, co mówisz słoneczko.
Złapał mnie za włosy i wepchnął do wybranego pokoju. Wyrywałam mu się i próbowałam walczyć. Niestety nie miałam szans. Patryk był większy i silniejszy. Rzucił mnie na łóżko i zaczął rozbierać.
-Nie! Zostaw mnie!
On jednak nie przestawał. Gdy została na mnie tylko bielizna przywiązał mnie do łóżka i zakleił usta.
-No to się zabawimy. Lubię słuchać krzyku bólu stłumionego przez taśmę. Nie masz pojęcia, jaką to daje satysfakcję – powiedział wyjmując nóż.
Spojrzałam przerażona na ostrze i zaczęłam się wyrywać i krzyczeć.
-Nie bój się. Zaboli tylko przez... cały czas – chłopak zaśmiał się szyderczo i przyłożył mi nóż do gardła. Znieruchomiałam. Patryk przesunął narzędzie w stronę mojego brzucha. Przy pępku przycisnął mocno tworząc tam rysę, z której natychmiast poleciała krew. Zacisnęłam powieki i zęby, ale nie krzyknęłam. Podobnie było przy trzech następnych cięciach. Oprawca zdenerwował się i oderwał szarą taśmę od moich ust.
-Krzycz mała suko!
Uśmiechnęłam się drwiąco mimo bólu.
-Co? Nie stanie ci jak nie krzyknę? Jesteś żałosny.
Patryk ryknął ze wściekłości i przejechał nożem w poprzek po całej długości mojego brzucha. Po moich policzkach popłynęły łzy bólu, ale nie krzyknęłam. Nie mogłam mu dać tej satysfakcji.
Chłopak dysząc ciężko uniósł narzędzie by zadać śmiertelny cios, ale przeszkodziło mu w tym wtargnięcie do pokoju jakichś osób.
-POLICJA NIE RUSZAĆ SIĘ!!! NATYCHMIAST ODŁÓŻ TEN NÓŻ!!!
Odetchnęłam z ulgą, gdy Patryk został złapany i zakuty w kajdanki.
-Jonas! Ta dziewczyna jest ranna! Wezwij tu lekarza!
-Bill... Nic mu nie jest? - wyszeptałam cicho słabnąc z powodu upływu krwi.
-Wszyscy wyszli z tego bez szwanku. Skończyło się tylko na strachu.
-Ale jak...?
-Zawiadomił nas pewien młodzieniec imieniem Tom Kaulitz. Powiedział, że dwudziestu zamaskowanych i uzbrojonych ludzi zaatakowało gości przyjęcia. Potem dodał, że jakiś chłopak szantażuje jedną z pań.
-Tom...
Do pomieszczenia wpadł lekarz z apteczką, a za nim Bill i jego brat.
-Magda! Co się stało?! - krzyknął przerażony wokalista.
-Rany nie są głębokie. Wyliże się – powiedział lekarz pomagając mi usiąść. Następnie zaczął opatrywać mi brzuch. Gdy już skończył podano mi szlafrok. Wszyscy policjanci zgromadzili się by zbadać dowody zbrodni. Niepostrzeżenie złapałam czarnowłosego za rękę i wyprowadziłam z pomieszczenia. Schowaliśmy się w jakimś innym pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i odwróciłam się do Billa. Padliśmy sobie w ramiona i zaczęliśmy się całować. Gorąco i bez opamiętania.
-Tak się o ciebie bałem – wydyszał chłopak, kiedy łapaliśmy oddech
-A ja o ciebie.
Przytuliłam go mocno i zaczęłam płakać wylewając z łzami cały strach i napięcie.
-Już dobrze. Wszystko w porządku. Nie płacz... - pocieszał mnie Bill.
-Nie... - wyszeptałam – Nic nie jest w porządku...
Czarnowłosy oderwał się ode mnie ze zdziwieniem.
-Przecież złapali tego chłopaka i jego koleżków...
-Nie wszystkich! - przerwałam mu – Jest jeszcze Natalia! I Adam!
-Ale złapią ich...
-A jeśli nie?!
Bill milczał.
-Nie możemy tak...
-Jak?
-Bill... Nie mogę być z tobą...
Chłopak poczuł się jakby ktoś zdzielił go czymś ciężkim po głowie.
-J-jak to?!
-Nie mogę narażać cię na takie niebezpieczeństwo...
-Jakie niebezpieczeństwo?!
-Bill... Proszę...
-To ja ciebie proszę! Nie zostawiaj mnie!
-Ale...
-Po tym wszystkim chcesz to po prostu rzucić?! Uciec?!
-Nie... Po prostu chcę żebyś był bezpieczny...
-Wielkie dzięki! Nie ma co!
Patrzyłam na niego zrozpaczona nie wiedząc, co powiedzieć.
“Co ja zrobiłam?”
-Bill... Ja...
-Wiesz co? Zachowałaś się teraz nie lepiej, od Toma.
Zabolały mnie te słowa, ale on miał rację. Bill spojrzał na mnie z wyrzutem i chciał wyjść.
Złapałam go za rękę. Z rozpaczy nie wiedziałam, co powiedzieć. Wpatrywałam się w niego z rozszerzonymi, zapłakanymi oczami.
-Przepraszam...- wyszeptałam.
-Nie ma, co przepraszać – czarnowłosy wyrwał swoją rękę i wyszedł.
“Co ja zrobiłam?
CO JA DO CHOLERY ZROBIŁAM?!”

Dzień wyjazdu był pochmurny i deszczowy. Pogoda sprzyjała mojemu humorowi.
Wszystkie dziewczyny potępiały mnie za mój czyn. Nawet Ola odwróciła się ode mnie. Chłopaki tym bardziej. Okropnie się z tym czułam. Pakowałam się łkając i trzęsąc się z rozpaczy po tym jak wszystkie trzy zjechały mnie równo. Rano obudziłam się pierwsza i szybko zeszłam na dół żeby zdążyć przed dziewczynami. W gardle miałam wielką gulę. Nie odpowiedziałam na żadne z powitań reszty koleżanek. Czułam, że gdybym odezwała się jednym słowem wybuchłabym płaczem. Pod hotel podjechał autobus, który miał nas zawieźć na peron. Oddałam bagaż do schowania i stałam z dala od wszystkich. Spojrzałam na budynek, w którym tyle się wydarzyło. A teraz mam to opuścić. I pozostaną mi tylko wspomnienia...
Nagle przypomniałam sobie o czymś. Podbiegłam do nauczycielki.
-Proszę pani za ile czasu wyjeżdżamy?
-Za mniej więcej 20 minut, czemu pytasz?
Ale ja już byłam w hotelu. Wbiegłam do windy, w której stał ten sam mężczyzna, który wiózł mnie i Billa.
-Na samą górę. Błagam...
Lokaj uśmiechnął się ze zrozumieniem i zawiózł mnie tam, gdzie chciałam.
Wybiegłam na dach i podeszłam do krawędzi. Nie chciałam skoczyć. Chciałam pożegnać się z tym miejscem. Stałam patrząc na wschodzące słońce. Bezwiednie zaczęłam śpiewać:

Jetzt sind wir wieder hier - bei dir oben auf'm dach
die ganze welt da unten
kann von mir aus untergehen heute nacht
sind wir zum letzten mal zusammen?
es hat doch grad'erst angefangen

wenn dieser tag der letzte ist
bitte sag es mir noch nicht
wenn das das ende für uns ist
sag's nich' - noch nich'

ist das etwa schon der tag danach - wo alle uhren still steh'n?
wo's am horizont zu ende ist
und alle träume schlafen geh'n
sind wir zum letzten mal zusammen?
es hat doch grad'erst angefangen

wenn dieser tag der letzte ist
bitte sag es mir noch nicht
wenn das das ende für uns ist
sag's nich' - noch nich'

das ist der letzte tag, das ist der letzte tag
ist das der letzte regen bei dir oben auf'm dach?
ist das der letzte segen und unsere letzte nacht?

hat unser ende angefangen?
egal - wir sind ja noch zusammen

wenn dieser tag der letzte ist
bitte sag es mir noch nicht
wenn das das ende für uns ist
sag's nich'

wenn dieser tag der letzte ist
bitte sag es mir noch nicht
und wenn du bleibst dann sterbe ich
noch nicht - noch nicht
ist das der letzte regen bei dir oben auf'm dach?
ist das der letzte segen?
sag's nich' - noch nich'
... das ist der letzte tag

Na peronie unikałam Olki, Moniki i Kasi jak mogłam. W przedziale usiadłam z innymi dziewczynami. One rozprawiały o pobycie, a ja patrzyłam obojętnym wzrokiem w okno.
-A tobie jak się podobało?
Odwróciłam się od szyby. Wszystkie moje koleżanki patrzyły na mnie.
-Było... fajnie.
Powróciłam do obserwowania widoku za szybą. Moje serce zatrzepotało niespokojnie. Wbiłam wzrok w swoje paznokcie. Na peronie pojawił się Bill z zespołem. Żegnali się z dziewczynami, które płakały jak dzieci.
„Jak to dobrze, że ja nie muszę tego przeżywać”
Próbowałam się do siebie uśmiechnąć, ale wyszedł mi tylko grymas. Poczułam zimne kropelki na policzkach.
„No nie. Znowu?”
Ze złością wytarłam policzki. Oczy piekły mnie od ciągłego płaczu.
„Jesteś silna. Przeżyjesz to.”
Gdy ponownie zerknęłam za okno natychmiast odwróciłam wzrok. Patrzył się na mnie. Nie mogłam znieść jego oskarżającego spojrzenia.
„Daj mi spokój!”
Moje towarzyszki z przedziału zauważyły moją rozpacz. Zaczęły mnie pocieszać i wypytywać, co się stało.
-Zostawcie mnie... proszę... – wydusiłam tylko.
Już nie patrzyłam przez okno. Wiedziałam, że Bill w dalszym ciągu się na mnie patrzy. Czułam to.
Nagle poczułam szarpnięcie i odetchnęłam z ulgą. Ruszyliśmy. Przez chwilę miałam wrażenie, że mnie ktoś woła. Zignorowałam je.

Przez całą drogę milczałam. Dziewczyny nawet nie próbowały nakłonić mnie do rozmowy. Wreszcie po kilkunastu godzinach jazdy ujrzałam stację w Lublinie. Na peronie stała cała moja rodzinka. Wytargałam swoją walizkę i uścisnęłam mamę, tatę i Jagodę. Gdy podeszłam do Marcina uśmiechnął się.
-Co tam u Billa hm?
Na dźwięk tego imienia do oczu znowu napłynęły mi łzy. Rzuciłam się w objęcia brata łkając.
-Co się stało siostrzyczko?
-Przytul mnie proszę...
Blondyn mnie objął.
-Zerwałam z nim... Przez Patryka...

Rok później

W domu schowałam wszystkie zdjęcia z wyjazdu najgłębiej jak mogłam. Postanowiłam zapomnieć o wszystkim, co się wtedy wydarzyło. Zajęłam się nauką.
Zerwałam wszelkie kontakty z Olą, Moniką i Kasią. Przestałam chodzić na lekcje tańca. W szkole usiadłam sama w ławce.
Miesiąc po powrocie zapragnęłam uczyć się grać na perkusji. By w trudnych chwilach móc się wyładować.
Żyłam w spokoju tylko czasami wspominając Billa i resztę. Nie przestałam słuchać Tokio Hotel i nie zdjęłam plakatów ze ścian. Zachowywałam się jakby tego wyjazdu nigdy nie było.
Jednak pewnego wieczoru wszystko miało powrócić ze zdwojoną siłą. Wszystkie pamiętane chwile miały odżyć na nowo.
To było dokładnie rok po tym, jak poznałam Billa.
Siedzieliśmy całą rodziną przy stole i jedliśmy kolację w ciszy. Nagle przerwała ją mama:
-Będziemy mieli gości na wakacje.
Spojrzałam na nią pytająco. Jagoda i Marcin tak samo. Tata zdawał się być nieporuszony tym, co powiedziała mama. Widocznie już o tym wiedział.
-Jak wiesz Madziu, Ola i dziewczynki...
-Nie wiem o niczym, co z nimi związane – powiedziałam chłodno.
-Więc powiem ci teraz. Ola i dziewczynki nadal są związane z tymi chłopcami, których poznałyście rok temu.
Nie wykazałam najmniejszego zainteresowania tą informacją, ale zdziwiłam się, że tyle wytrzymali.
-Wszyscy postanowili, że chłopcy zrobią sobie urlop i przyjadą do Polski.
-I co my mamy z tym wspólnego? – spytałam.
-Zgodziłam się żeby oni zamieszkali u nas.
Zakrztusiłam się herbatą, którą właśnie piłam. Marcin klepnął mnie po plecach.
-ŻE CO?! – krzyknęłam, gdy już przestałam kaszleć.
-To, co słyszałaś. – odpowiedziała spokojnie mama. – Ola mnie o to poprosiła. Twierdzi, że chciałaby żeby było tak jak dawniej.
Prychnęłam.
-Szkoda, że nie zastanowiła się nad tym wcześniej.
-W każdym razie już postanowione. Chłopcy zamieszkają w pokoju dla gości.
-I nie mamy nic do powiedzenia?!
-Nie, Madziu. Jak już mówiłam, to postanowione.
-Świetnie! Po prostu wspaniale! I oczekujecie, że po tym wszystkim będę siedzieć i ich zabawiać?!
-O ile wiem to ty zerwałaś wszelkie kontakty z nimi i złamałaś jednemu serce.
Wstałam gwałtownie. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Patrzyłam na mamę szeroko otwartymi oczyma, w których pojawiły się łzy.
-Więc ty też jesteś przeciwko mnie? – wyszeptałam drżącym głosem – Świetnie... W takim razie nie spodziewaj się, że podejmę jakiekolwiek kroki żeby jak to powiedziałaś „było jak dawniej”. Oni mnie nienawidzą, więc i tak nic by z tego nie wyszło.
-Magda! Uspokój się!
-Nie! Nie uspokoję się! - wrzasnęłam i wybiegłam z kuchni z płaczem. Zamknęłam się w pokoju i usiadłam na małym krzesełku przy rozstawionej perkusji. Chwyciłam pałeczki i zaczęłam grać B.Y.O.B Systemu.
W miarę jak grałam uderzałam w bębny coraz mocniej. Po policzkach płynęły mi łzy, ale nie zwracałam na nie uwagi.
Gdy skończyłam usłyszałam pukanie do drzwi.
-To ja. Marcin.
Wstałam i bez słowa otworzyłam drzwi, po czym znowu siadłam za bębnami.
Cicho wystukiwałam rytm Durch den Monsun, gdy Marcin usiadł naprzeciwko mnie na kanapie.
-Na pewno nie będzie tak źle.
Spojrzałam na niego.
-W końcu nie musisz cały czas wokół nich skakać.


Koniec roku szkolnego

Na akademii siedziałam jak na szpilkach. Za godzinę do mojego domu mieli przybyć chłopcy z Tokio Hotel. Denerwowałam się, bo chciałam zdążyć przed nimi. Po rozdaniu świadectw pośpiesznie opuściłam szkołę nie zwracając uwagi na wołania Olki. Od pewnego czasu próbowała ze mną porozmawiać, ale nie dałam jej na to szansy. Byłam wściekła na cały świat.
Przekroczyłam próg domu. Nie zauważyłam stojących w salonie walizek. Od razu skierowałam się do swojego pokoju. Już miałam rękę na klamce, gdy usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos:
-Gdzie jest łazienka?
Serce podskoczyło mi do gardła. Odwróciłam głowę w prawo. Z drzwi obok wystawała burza czarnych włosów. Gdy zaczęła się obracać w moją stronę szybko znikłam w pokoju, więc Bill zdążył zobaczyć tylko moje plecy.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi i przekręciłam klucz. Odetchnęłam głęboko i poczułam jak ktoś puka.
-Magda? Otwórz proszę.
Milczałam.
-Wiem, że tam jesteś. Otwórz!
I zaczął się dobijać.
-Daj mi spokój – wyjąkałam cicho. Oparłam się plecami o drzwi i ześlizgnęłam się po nich na podłogę. Siedziałam tak aż pukanie ustało. Westchnęłam i przekręciłam klucz z powrotem, po czym usiadłam na łóżku. Nałożyłam duże słuchawki na uszy i włączyłam sobie płytę Nevada Tan. Ich też lubiłam, ale nie tak jak TH. Przymknęłam powieki i śpiewałam sobie po cichu. Nie zauważyłam, że do mojego pokoju ktoś wszedł. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam Toma, który siedział na kanapie i mi się przyglądał. Zamilkłam i zdjęłam słuchawki z uszu.
-Co ty tu robisz? – spytałam oschle.
-Siedzę.
-A nie mógłbyś siedzieć gdzie indziej?
-Nie.
Zabiłam go wzrokiem, ale on nie ustąpił.
-Ładną masz perkusję.
Nie odpowiedziałam. Założyłam słuchawki z powrotem na uszy.
-To nieładnie słuchać muzyki w towarzystwie.
Wzruszyłam ramionami i zaczęłam wpatrywać się w paznokcie.
-Jestem twoim gościem. Nie powinnaś się mną trochę zająć?
-Nie zapraszałam was tutaj i nie mam zamiaru się wami zajmować. – powiedziałam ze spokojem.
Tom spojrzał na mnie badawczym wzrokiem, po czym podszedł do mnie i zdjął mi słuchawki z uszu.
-Hej!
Usiadł przede mną, złapał za moje nadgarstki i spojrzał mi w oczy.
-Posłuchaj! Nie chcemy z tobą walczyć! Chcemy się pogodzić! Bill już dawno ci wybaczył, a dziewczyny za tobą tęsknią. Zresztą wszyscy za tobą tęsknimy.
Patrzyłam na niego obojętnym wzrokiem, chociaż serce mocno mi biło. Jednak postanowiłam nie ulegać tak łatwo
-Szczerze mówiąc niewiele mnie to obchodzi.
Tom ścisnął mocniej moje nadgarstki.
-My nie damy za wygraną. Naprawdę nam ciebie brakuje – jego głos złagodniał i poluźnił uścisk.
-Wasz problem. – korzystając z okazji wyrwałam mu się i wyszłam z pokoju.

Minęło parę dni. Unikałam chłopaków jak tylko mogłam. Wychodziłam rano z domu i pojawiałam się tylko na posiłkach i na noc. Jeździłam na rowerze, albo spacerowałam.
Podczas jednego ze spacerów natknęłam się na siedzących na ławce chłopaków z Moniką, Olą i Kasią. Zatrzymałam się. Zauważyli mnie i zaczęli machać i mnie wołać, ale ja odwróciłam się i odeszłam. Siadłam pięć ławek dalej i obserwowałam gołębie. Poczułam jak ktoś siada obok mnie. Zerknęłam w prawo. To był Bill. Poczułam motylki w brzuchu, ale wstałam i chciałam odejść, ale on złapał mnie za rękę.
-Poczekaj! Wysłuchaj mnie proszę! Kocham cię rozumiesz? Żałuję tego wieczoru rok temu! Nie powinienem się wtedy tak zachować.
Milczałam nie patrząc na niego. Czarnowłosy złapał mnie za ramiona i odwrócił do siebie przodem. Nie chciałam go dalej słuchać.
-Mam kogoś. – skłamałam - Jesteś przeszłością, Bill.
Oczy chłopaka rozszerzyły się. Puścił mnie, a ja odeszłam. Usiadłam daleko od reszty i złapałam się za głowę.
„Idiotka, idiotka, idiotka, IDIOTKA!!!”
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

ZLOT!

czwartek, 9.sierpnia.2007, 22:57
Hey ludzie!!

Organizujemy super zlot fanów Tokio Hotel w Lublinie!!
Zlot odbędzie się w premierę teledysku "Durch den Monsun"czyli już 15 sierpnia:)Przewidujemy super atrakcje i extra zabawę,która zapamiętacie do końca życia:):*
Serdecznie zapraszamy do zapisywania się:
www.zlot-fanow-w-lublinie.blog.onet.pl

Achtung!!
Jeżeli nie mieszkasz w Lublinie a masz tak super fana bardzo prosiłabym byś to mu wysłała/ał .Byłabym bardzo wdzięczna...

Organizatorki
Kinga-7752000;)
Doma:8686870:*
Serdecznie zapraszamy

:*

Ja idę ;) A Wy? ;D
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Część dziewiętnasta part one! ;D

wtorek, 7.sierpnia.2007, 20:08
To tylko kawałek tego co chciałam napisać ;) Po prostu musiałam coś w końcu dodać!

***

Przez dwa następne dni nie miałyśmy okazji zobaczyć się z chłopakami. Oni mieli wywiady i próby przed trasą, a nam pani zajęła więcej czasu wolnego by do końca przećwiczyć układy.
W końcu nadszedł dzień występu. Pani Stachowska przedstawiła nam plan:

1. Sean Paul ft Keisha „Give it up to me” z chłopcami.
2. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
3. Shakira „La tortura” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
4. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
5. Beyonce and Shakira „Beautiful Liar” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
6. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
7. Us5 „Maria” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
Przerwa.
8. The Jet Set „Time to party” z chłopcami.
9.Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
10. Sean Paul „Temperature” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
11. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
12. Alchemist Project „Hare Krishna” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
13. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
14. Us5 „In the club” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
15. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
16. Ch.Aguilera, Pink, Lil Kim, Maya „Lady Marmalade” Magda, Ola, Agata, Klara (przerwa dla chłopców na przebranie się)
17. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
18. Chelo „Cha cha” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
19. Chłopcy (przerwa dla nas na przebranie się)
20. Christina Aguilera „Candyman” (przerwa dla chłopców na przebranie się)
21. Chłopcy
Długa przerwa
Solówki:
1.Agnieszka – Christina Aguilera „Dirty”
2.Agata – Avril Lavigne „Girlfriend”
3.Klara - Justin Timberlake „My love”
4.Iza - Gwen Stefani “The sweet escape”
5.Zuzanna - Justin Timberlake “Sexy Back”
6.Paulina - ATB “Marakesh”
7.Beata - Nelly Furtado “Afraid”
8.Asia - ATB „9pm”
9.Olga - Shakira “Objection (Tango)”
10.Magda – Rihanna “Shut up and drive”
Solówki chłopców.
After party.

-After party? Przecież będziemy padnięte! – powiedziała zdziwiona Zuza.
-No właśnie – zawtórowałyśmy jej.
Pani machnęła tylko ręką.
-Będzie miały czas na odpoczynek wtedy, gdy chłopaki będą tańczyć.
Jęknęłyśmy.
Gdy wszystkie wyszłyśmy z pokoju nauczycielki zaczęłyśmy mówić jedna przez drugą przekrzykując się nawzajem. Po dyskusjach rozeszłyśmy się do pokoi by się umyć. Miałyśmy na to tylko godzinę. Potem zejdziemy do garderoby gdzie nas przebiorą, po czym przećwiczymy wszystkie układy w strojach.
Stojąc pod prysznicem poczułam lekkie ukłucie w brzuchu. Przed występem stanie się ono niemal nie do wytrzymania.
Trema...
Ubrana w dres i zwykłą białą bluzkę oraz z ręcznikiem na głowie zeszłam do garderoby. Nie zwracałam uwagi na dziwne spojrzenia obsługi. Wiedziałam, że stylistki zamordowałyby mnie gdybym sama wysuszyła sobie włosy.

Po przećwiczeniu wszystkich układów znowu poszłyśmy się umyć. Dostałam smsa od Billa, że niedługo będą w budynku, w którym miał się odbyć pokaz. Serce zatrzepotało mi niespokojnie w piersi. Gdy do występu zostało już tylko kilkadziesiąt minut nogi miałam jak z waty. Wyjrzałam zza zasłony tak, żeby nikt mnie nie zauważył. Sala była już prawie pełna. W końcu wszyscy usiedli i zgasły światła. Wyszłyśmy na scenę.
Do pierwszego układu miałyśmy nałożyć dżinsy rybaczki, króciutkie białe bluzki bez pleców i pomarańczowe bluzy, które miałyśmy zrzucić w trakcie tańca. Na oczach miałyśmy pomarańczowy i biały cień, rzęsy podkreślone tuszem, a usta błyszczykiem. Włosy związano nam w wysokie kucyki. Gdy wyszłyśmy czekający na nas chłopcy zaczęli się głupio uśmiechać. Przewróciłam oczami i podeszłam do swojego nowego partnera. Był to wysoki brunet z piwnymi oczami. Jednak ja nie zwracałam uwagi na jego urodę. Bo wreszcie znalazłam tego jedynego.

Michał, bo tak miał na imię mój partner, stanął za mną i położył mi rękę na biodrze. Trochę mnie to speszyło, ale od tego zaczynał się układ. Odwrócił mnie do siebie i spojrzał mi w oczy, gdy popłynęła muzyka. Po kilku sekundach byłam już w transie. Kochałam tańczyć. To uwalniało mnie od wszelkich codziennych problemów.
Wykonywałam tak zwane „kocie ruchy” i ocierałam się lekko o partnera. Jego to kręciło, ale mnie pociągał tylko taniec. Wiedziałam, że teraz patrzy na mnie Bill. Chciałam być piękna i seksowna tylko dla niego. Raz po raz patrzyłam w publiczność szukając go wśród innych twarzy.

Gdy muzyka ucichła, a publika zaczęła klaskać ukłoniłam się i odeszłam do garderoby nie zaszczycając Michała spojrzeniem. Przebrałam się w podane mi skąpe ubranie. Była to krótka czarna spódniczka z cienkiego materiału. Pod spodem miałam halkę. Na górze bluzkę, którą spokojnie mogłabym nosić jako stanik. Oczy pomalowano nam na czarno, a włosy rozpuszczono.
Wyszłyśmy z powrotem na salę. Mijający nas chłopcy patrzyli się na nas z uśmieszkami na twarzy.

Zaczął się następny taniec do piosenki Shakiry. W tych układach zawsze było dużo wyginania się, ale ja to lubiłam. Kręciłam się po scenie i nadal szukałam wzrokiem Billa. W końcu go zobaczyłam. Siedział na samym przedzie. Zaczęłam jeszcze bardziej wczuwać się w taniec. W momencie, kiedy miałyśmy paść na scenę znalazłam się około metr przed nim. Spojrzałam mu w oczy. To była tylko sekunda, bo musiałam wstać i tańczyć dalej, ale zdążyłam zobaczyć migoczące iskierki w jego brązowych tęczówkach.
Muzyka znowu ucichła, a na scenę weszli chłopcy.

Przez następne wspólne układy nie działo się nic nadzwyczajnego. Tylko Bill rozbierał mnie wzrokiem.
No cóż... Bywa
Wreszcie przyszła pora na solówki. Zmęczona padłam na krzesło w garderobie. Miałam trochę czasu, bo byłam ostatnia.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok przykuło coś, co leżało w dużej szafie na podłodze.
-Klara? Co to jest to, co tam leży? – spytałam pokazując przedmiot.
-To jest peruka ślepa cytro – odpowiedziała mi koleżanka.
Podeszłam do szafy i wzięłam sztuczne włosy do ręki.
-Patrzcie to wygląda zupełnie jak czupryna Billa! Nawet ma białe pasemka! – krzyknęłam i założyłam perukę. Dziewczyny zaczęły się ze mnie śmiać.
-Jestem Billem! Tralala! – powiedziałam i zaczęłam skakać po całej garderobie śpiewając Durch den Monsun. Olka chwyciła mopa i udawała, że to gitara. Monika i Kasia też coś znalazły i „zagrałyśmy koncert” Reszta dziewczyn zaczęła piszczeć i krzyczeć jedna przez drugą albo „Biiiiiil!!!” albo „Tooooom!!!”, a stylistki się z nas śmiały.
Jednak po chwili Agnieszka musiała wychodzić na scenę, a nasze koleżanki przebrać i przygotować się do występów. Siedziałam i przyglądałam się im. Zdenerwowane poprawiały stroje i ku zgrozie stylistek obgryzały paznokcie i bawiły się włosami.
Mnie trzęsły się ręce. Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Podskoczyłam przestraszona.
-Wybacz. Chyba się zamyśliłaś – odwróciłam się i ujrzałam jedną z dziewczyn, które przygotowywały nas do występów.
-No trochę – uśmiechnęłam się.
-Mam na imię Nancy. Będziesz skazana na mnie przez następne piętnaście minut.
Zachichotałam.
-Jakoś przeżyję. Magda jestem.
-Więc w co byś się chciała przebrać?
-Myślałam, że ty mi to powiesz.
-No dobra. To weźmiemy to...
Po chwili byłam ubrana w sukienkę w kropki taką jaką miała Rihanna na teledysku do “Shut up and drive” Nancy znalazła mi także perukę podobną do jej fryzury oraz buty na wysokim ale grubym obcasie. Na ręce nałożyłam czarne rękawiczki z drobnej siateczki.
Na scenę miała wychodzić Ola. Uścisnęłam ją i dałam jej kopniaka na szczęście.
Obserwowałam jej występ zza kulis. Wypadła świetnie. Jednak coś było nie tak. Wróciła ze sceny chwiejnym krokiem i wyglądała jakby się miała rozpłakać.
-Co się stało? - spytałam obejmując ją ramieniem
-Tom...On...
-Co zrobił?
-Wyszedł, gdy zaczęłam tańczyć.
-Może tylko bardzo chciał do kibla? To się zdarza.
-Nie...
-Skąd wiesz? To się zdarza!
-On nie chciał mnie oglądać. Czułam to...
Po policzkach mojej przyjaciółki popłynęły łzy.
-Może się pomyliłaś?
-Nie... To wszystko moja wina...
-Dlaczego? To ten cham wyszedł!
-Nie rozumiesz...
-To mi wytłumacz.
Ola westchnęła.
-Wczoraj wyszliśmy z Tomem na chwilę prawda?
-Nooo tak. I co?
-Zaczął się do mnie dobierać, a gdy go odepchnęłam powiedział, że jako jego dziewczyna powinnam mu się oddać... Odmówiłam i wyszedł.
Moje oczy osiągnęły rozmiar spodków. Po krótkiej chwili przytuliłam Olkę.
-Nie martw się. To palant.
-Jaka ja byłam głupia. Miałam nadzieję, że to wszystko co o nim piszą, że jest podrywaczem i tym podobne, jest kłamstwem. Myliłam się.
-Posłuchaj – złapałam ją za ramiona i spojrzałam jej w oczy – Na after party nie pokazuj mu, że się przejęłaś. Jeszcze pomyśli, że przyjdziesz do niego na kolanach błagając żeby cię przeleciał. Nie pozwól mu na to. Po prostu dobrze się baw bez niego.
Olcia pokiwała głową.
-I przestań się mazać głupkuu – otarłam jej policzki i uszczypnęłam w brzuch. - Muszę lecieć na scenę.
-Poczekaj! - odwróciła mnie do siebie tyłem i kopnęła
-Nie trzeba było tak mocno!
-To po to żebyś miała szczęście. Nie tak jak ja...
-Cicho bądź!
Podążyłam za kurtynę i czekałam na znak. Gdy go otrzymałam wyszłam na środek sceny. Zapaliło się światło i zaczęłam tańczyć.

Bill właśnie miał zamiar ochrzanić brata, który dopiero co wrócił na salę, gdy zgasły światła. Chwilę potem zapaliły się i ukazała się piękna dziewczyna w czarnej sukience w białe kropki.
-Oto ostatnia dzisiaj tancerka – Magda!
Chłopak zamrugał oczami. To była jego Magda? Przecież ona miała długie brązowe włosy, a ta ma krótkie czarne!
Po chwili jednak spostrzegł jej uśmiech i nie miał wątpliwości, że to ona. Zaczęła tańczyć. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Była piękna...
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Przerwa

sobota, 7.lipica.2007, 11:59
Jestem teraz w Jastrzębiej Górze na koloniach, więc nie mogę dodać notki.
Pojawi się ona zapewne koło 17 lipca, ale nie jestem pewna
Poczekacie jeszcze trochę proszę?
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Konkurs ;P

wtorek, 22.maja.2007, 13:38
Image Hosted by ImageShack.us

Jestem z siebie dumna ^^

Pracuję nad nową częścią opowiadania. Będzie długa, bo opisuję w niej występ ;)
Poczekajcie cierpliwie, bo to może potrwać
I przypominam:
Jeśli chcesz być powiadomiony o nowej notce na moim blogu zostaw nr gg w Księdze Gości

Dziękuję za uwagę ;)

Pozdrawiam ;*

Lena
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Część osiemnasta!

czwartek, 10.maja.2007, 23:22
Dupa. Koniec powiadamiania na blogach.
Od teraz jeśli ktoś chce być powiadomiony o nowej notce niech poda swoje gg w Księdze Gości i niech zapisze sobie moje (jest podane w dziale o mnie) Gadu Gadu wprowadziło taką opcję, że gdy nieznajomy wyśle Wam link to on po prostu nie dochodzi. Dlatego żeby powiadomienie doszło musicie mieć mnie na liście kontaktów ;P
Dzisiaj nie mogę Was powiadomić. Nie mam czasu, bo juz późno.
Zapraszam do czytania osiemnastej części ;)

***

Byliśmy od siebie oddaleni o zaledwie kilka milimetrów, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Pociemniało mi przed oczami. Stwierdziłam, że mam je zamknięte. Postanowiłam je otworzyć xD Gdy już to zrobiłam, do mojego pokoju wparował Bill.
-A więc to był sen...-powiedziałam cicho.
-Co mówiłaś kochanie?
-Nic ważnego.
-Jak się czujesz?
-Lepiej.
-Chłopaki opowiedzieli, co się stało.
-Mhm. – mruknęłam niezadowolona z przerwania snu.
Bill nie zauważył mojego tonu.
-A jak tam brzuszek? – spytał pieszczotliwie i pogłaskał mnie po moim bębenku xD
-Znośnie – uśmiechnęłam się lekko – ale jeszcze trochę boli.
-Biedactwo. – czarnowłosy zaczął całować mnie w okolicach pępka. Przy okazji łaskotał mnie kosmykami swoich włosów.
Zachichotałam.
-Przestań.
-A czemu?
-Bo ja ci tak mówię.
-A jak się nie posłucham? – Bill pokazał mi język i wrócił do przerwanej czynności.
-Hmmm. Tak w sumie... Chyba nie mam nic przeciwko – zamknęłam oczy.
Wokalista zaczął całować mnie coraz wyżej.
-Chcesz dokończyć to, co robiliśmy przed wejściem mamy? – spytałam podnosząc jedną powiekę.
-Może... –Bill i zdjął mi bluzkę. Odrzucił ją w kąt i wpił się w moje usta. Poczułam jego kolczyk na podniebieniu. Odleciałam. Teraz liczył się tylko on i pocałunki, które sobie skradaliśmy. Zapomniałam nawet o bólu brzucha.
-Od dzisiaj zamiast leków przeciwbólowych będę brała ciebie – wyszeptałam i lekko przygryzłam płatek jego ucha.
-Nie mam nic przeciwko – wymruczał chłopak.
Złapałam go za rękę i przewróciłam tak, że on teraz był pode mną ;> Zaczął błądzić rękami po moich gołych plecach. Poczułam zimne sygnety i przeszły mnie dreszcze. Westchnęłam cicho i wbiłam Billowi palce w ramiona, gdy ten zaczął całować mnie po szyi. Zsunęłam się niżej i podobnie jak on przed momentem pieściłam jego brzuch i podciągałam bluzkę. Bill mruczał jak dziki kocur zadowolony z moich poczynań. Zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam mu w oczy
-Miau? – spytałam jakby prosząc o pozwolenie.
Bill uśmiechnął się szeroko.
-Jasne kotku.
Ściągnęłam z niego górną część garderoby.
„Jezu, jaki on jest chudy!” pomyślałam patrząc na niego.
-Jak ty to robisz? Jesz ile wlezie, a i tak jesteś chudy jak jasna cholera – powiedziałam przytulając się do niego.
-Nie wiem jak to się dzieje – czarnowłosy zaśmiał się cicho.
-Przy tobie czuję się jak miss baryła 2006
Bill tylko spojrzał na mnie z uśmiechem.
-No co? Tak się czuję.
-Ale tak nie jest. – odpowiedział i pocałował mnie w nos.
Mimo iż gorąca atmosfera minęła nie przeszkadzało mi to. Chciałam się cieszyć każdą chwilą spędzoną z nim.
-Muszę powiedzieć mojej nauczycielce o Adamie. – powiedziałam kładąc głowę na jego tors.
-Pójdę z tobą.
-ok.
Wstaliśmy i ubraliśmy się. W salonie siedziała cała gromadka i najwyraźniej się nudziła ^^
-Sprawa dzieci już załatwiona? – spytał Tom obracając w palcach jakiś długopis.
Rzuciłam w niego poduszką i podeszłam do drzwi. Bill szedł za mną trzymając rękę na moich... plecach ;P
Zeszliśmy do apartamentu pani Stachowskiej. Zapukałam lekko do jej drzwi i usłyszałam krótkie: „Proszę!”
-Przepraszam, ze przeszkadzam, ale... – urwałam, gdy zobaczyłam, że w pokoju nikogo nie ma. Zdezorientowana rozglądałam się po całym pomieszczeniu.-Jest tu kto?
-Jestem jestem. Witajcie – nauczycielka wyszła z łazienki. – O co chodzi?
Weszliśmy z Billem i usiedliśmy. Opowiedziałam jej wszystko, co zaszło na sali. Gdy skończyłam pani Stachowska zmarszczyła brwi.
-Przed chwilą Adam był u mnie i powiedział, że musi wracać do domu, bo musi załatwić ważną sprawę.
-Uciekł. – zacisnęłam pięści. Nędzny tchórz! Niech go tylko dostanę w swoje ręce!
-Zajmę się tym. Tymczasem uważaj. Za dwa dni są pokazy.
-Pamiętam. Będę ostrożna. Dziękuję.
Wstaliśmy i pożegnaliśmy się z nauczycielką.
-Idziemy do reszty? – spytał Bill, gdy byliśmy już na korytarzu.
-Mhm – mruknęłam i poszliśmy na górę.
Gdy wkroczyliśmy do pokoju wszyscy siedzieli z ponurymi minami.
-Dłużej nie mogliście być tam gdzie byliście? – spytała Kasia.
-Nudzimy się jak mopsy! – poinformowała nas Monika.
-Inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą – odpowiedziałam i pokazałam im język. – Może gdzieś wyjdziemy zamiast kisić się tutaj? Jest strasznie gorąco.
-Chodźmy na basen! – wypalił Georg.
-Stary! Z ust mi to wyjąłeś! – zawtórował mu Gustav.
-Kto jest za? – wszyscy podnieśli rękę. – No to postanowione!
Chłopaki poszli do siebie się przebrać. My zostałyśmy i zaczęłyśmy wybierać stroje. Postanowiłyśmy, że wszystkie będziemy w bikini. Na kostiumy założyłyśmy lekkie bluzeczki i krótkie spodenki. Zaopatrzyłyśmy się w kremy, okulary, ręczniki itp.
Wyszłyśmy przed hotel. Chłopaki już czekali obok swojego samochodu.
-No to jedziemy!

Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na basen. Ku zdziwieniu dziewczyn i mojemu było pusto.
-Wynajęliśmy cały żeby nikt nam nie przeszkadzał – wyszczerzył się Tom.
-Wow. – odparła Ola.
Rozłożyłyśmy rzeczy i zaczęłyśmy rozbierać się do kostiumów. Chłopaki rozłożyli się obok nas. Każdy z nich był już tylko w kąpielówkach. Wydobyłam z torby krem przeciwsłoneczny. Dziewczyny zrobiły to samo i po chwili wszystkie się kremowałyśmy xD
-Może my wam posmarujemy plecy? – zaoferował się Tom. No tak. Można się było tego spodziewać ^^
-Jestem za. – powiedziała Ola wręczając mu tubkę z kremem.
-Ja sobie sama poradzę – Kasia wystawiła język Gustavowi i ze zręcznością posmarowała sobie całe plecy. Blondyn był zawiedziony xD
-Ja jednakowoż skorzystam z propozycji – Monika uśmiechnęła się do Georga.
-Ja też – powiedziałam i położyłam się na brzuchu. Po chwili poczułam na plecach potworne zimno.
-Aaa! Bill ty idioto! Na rękę wylewaj ten krem! – krzyknęłam.
-Przepraszam – odpowiedział czarnowłosy i zachichotał.
-To nie jest śmieszne! Wiesz jakie to było zimne?!
-Nie wiem xD
-To zaraz się dowiesz! – rzuciłam się na niego chwytając krem. Po chwili Bill był nim cały wymazany. Oboje pokładaliśmy się ze śmiechu, a reszta patrzyła na nas jak na jakieś dzieci specjalnej troski xD
-Daj rozsmaruję ci to – powiedziałam, gdy już się trochę uspokoiliśmy. Bill nie miał kremu tylko na włosach xD
Zaczęłam go smarować. Gdy skończyłam z brzuchem położył się.
-Teraz plecki poproszę.
Uśmiechnęłam się szyderczo i wylałam mu zimny krem na rozgrzane plecy.
Bill wrzasnął.
-Oko za oko! – krzyknęłam śmiejąc się złośliwie.
Kiedy wreszcie się wysmarowaliśmy chłopaki postanowili się wykąpać. My wolałyśmy się trochę poopalać.
-Zaraz do was dołączymy – powiedziała do nich Monika. Skinęli głowami i wskoczyli do wody.
-Tak łatwo odpuścili? Jestem zszokowana – stwierdziła Ola.
-Na pewno coś knują – Kasia przewróciła się na plecy.
-Pewnie tak. – odezwałam się.
Zamilkłyśmy i wystawiłyśmy twarze do słońca. Grzało nam przyjemnie w ciała i rozleniwiało tak, że nie chciało nam się ruszać.
Nagle zauważyłam, że ucichł plusk wody, ale kompletnie mi się nie chciało otwierać oczu. Po chwili poczułam jak coś mokrego i zimnego kładzie się na mnie.
-Aaaaaa! – wrzasnęłam. Usłyszałam także krzyki koleżanek.
-Głupkiii! – krzyczała Olka.
-Złazić z nas natychmiast! – zawtórowała jej Kasia.
-A dlaczego? Jesteście takie cieplutkie i wygodne – Gustav uśmiechnął się bezczelnie.
-Świnie!!!! – zrzuciłam z siebie Billa i wstałam. – Nie żyjesz! – rzuciłam się na pokładającego się ze śmiechu chłopaka i wrzuciłam go do basenu.
-Ha! Masz za swoje!
Mój triumf nie trwał długo. Poczułam silne pchnięcie i wpadłam do wody.
Wynurzyłam się i parskając dojrzałam na brzegu roześmianego Toma. Podpłynęłam do krawędzi i niepostrzeżenie złapałam go za kostkę. Chłopak stracił równowagę i po chwili parskał wodą stojąc obok mnie.
-Uwaga! Idzie reszta! – krzyknął Georg niosąc wyrywającą się Monikę. Gustav trzymał Kasię. Oboje wrzucili je do basenu. Ja z Tomem wciągnęliśmy panów G i wszyscy zaczęliśmy się śmiać i chlapać jak małe dzieci.
Po jakimś czasie odpłynęłam na głębszą wodę. Chciałam sobie ponurkować. Płynęłam pod wodą z uśmiechniętą miną. Gdy wypłynęłam przy brzegu dojrzałam Billa próbującego podpłynąć do mnie. Nie bardzo mu to wychodziło xD Zamiast płynąć wymachiwał rękami i rozchlapywał wodę. W końcu wyszedł z wody i po krawędzi do mnie szedł.
Nagle poślizgnął się i wpadł do basenu niedaleko mnie. Roześmiałam się głośno. Bill zaczął młócić rękami o wodę w miejscu i zanurzać się pod wodę. Przez chwilę myślałam, że się wygłupia, ale potem przestało mi się to podobać. Reszta nie zwracała uwagi na to, co robił. W końcu Bill zanurzył się, ale już nie wypłynął na powierzchnią. Zmroził mnie niewiarygodny strach. Zaczęłam płynąć do niego jak najszybciej mogłam. Zanurkowałam i szybko wyciągnęłam Billa na powierzchnię. Pozostali już wyszli z wody i pomogli mi wyciągnąć czarnowłosego. Nie ruszał się i ku memu przerażeniu nie oddychał.
-O boże! – Kasia zakryła usta ręką.
-Odsuńcie się! – krzyknęłam.
W jednej chwili przypomniałam sobie zasady udzielania pierwszej pomocy, których nauczyłam się na wielu koloniach i obozach.
Zrobiłam Billowi sztuczne oddychanie. Mimo, że trzęsłam się z przerażenia uciskałam jego klatkę piersiową.
„Proszę cię... Oddychaj” myślałam rozpaczliwie. „Nie rób mi tego”
Nawet nie zauważyłam, gdy po policzkach zaczęły spływać mi łzy.
Nagle po ponownej próbie pomocy czarnowłosy wykrztusił wodę znajdującą się w jego płucach i zaczął kaszleć.
W życiu nie czułam większej ulgi.
Bill oddychał ciężko i trząsł się.
-Przynieście ręcznik – powiedziałam cicho. Po chwili Bill siedział owinięty ręcznikiem.
-On nie umie pływać! – krzyczał Tom.
-Zamknij się! Skąd mieliśmy o tym wiedzieć?! Ty też nic nie zrobiłeś! Gdyby Magda nie zareagowała to byłbyś teraz jedynakiem! – uciszyła go Olka.
Do Toma chyba dotarł sens tych słów, bo spojrzał na moją przyjaciółkę z przerażeniem.
-Już w porządku. Nic mi nie jest – powiedział słabo Bill.
Przytuliłam go. Serce nadal łomotało mi z przerażenia, ale już powoli się uspokajało.
-Nawet nie wiesz jak się bałam – szepnęłam przyciskając go do siebie.
-Chodźcie. Zbierzemy rzeczy – powiedziała Kasia do reszty. Przytaknęli. Przy mnie i Billu został tylko Tom. Spojrzałam na niego i wypuściłam czarnowłosego z objęć.
Dredziarz spojrzał bratu w oczy. Już po kilku sekundach oboje mocno się ściskali.
-To było najdłuższe pół minuty w moim życiu – wychrypiał Tom.


Wieczorem siedliśmy wszyscy tym razem w pokoju chłopaków. Rozmowa nie kleiła się i ciągle zapadało kłopotliwe milczenie. Nikt nie miał ochoty na żarty i wygłupy. W końcu wróciłyśmy z dziewczynami do swojego hotelu i poszłyśmy spać. Przed zaśnięciem wysłałam jeszcze smsa Billowi. Wyłączyłam komórkę i padłam na poduszkę. Zamknęłam oczy i po kilku minutach oddaliłam się w krainę snów.


„Kocham cię Bill. Pamiętaj o tym”

***

Cztery strony w Wordzie. Wystarczy? ;P
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Informacja

wtorek, 1.maja.2007, 15:57
Uwaga! Notka pojawi się niedługo! Obiecuję! ;)
Tymczasem chciałabym Was, czytelników o coś baaaaardzo poprosić.
Zgłosiłam się do konkursu na opowiadanie o Tokio Hotel.
Jeśli chcecie żebym wygrała to bardzo proszę - głosujcie na mnie w sondzie na blogu www.nafalidzwieku.mylog.pl
Będę Wam za to niezwykle wdzięczna :)
Aha. Jeśli macie ochotę, to możecie wpaść na mojego fotobloga x)
www.listingowa.photoblog.pl
Pozdrowienia dla stałych czytelników ;* Dziękuję Wam, że chcecie czytać moje wypociny ;)
Wasza Lena
Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Info
Avatar



Ulubieni
tokio-hotel-mercedesikkaulitzgustav-th-opovergessene-kinderpisane-sercem

Kluby

Archiwum

Linki

Lay
Grafika&html by: Mi$ka
Program: Adobe Photoshop CS2 version 9.0
Więcej?: ---> lays-with-th