|
Powrót czwartek, 23.kwietnia.2009, 22:27
Wracam. Właściwie to już nie mam do kogo, ale lubię pisać.
I chcę pisać dalej :) *** Głośno tupiąc poszłam do mojego pokoju. Zła na cały świat trzasnęłam drzwiami i siadłam do perkusji. Zaczęłam bez ładu i składu uderzać w bębny. Brzmiało to, jakbym nigdy nie brała lekcji gry, ale w tym momencie nie byłam w stanie skupić się na żadnym konkretnym rytmie. Po jakichś 10 minutach wypuściłam pałeczki z obolałych dłoni. Upadły z głuchym stuknięciem na podłogę i potoczyły się pod ścianę. Mój oddech był przyspieszony. Powoli uspokoiłam go siedząc bez ruchu. Wtedy zorientowałam się, że nie jestem sama. W pokoju był Gustav. Stał przy moim stojaku na płyty, więc nie mogłam go zauważyć wpadając ze złością do pokoju. -No pięknie – mruknęłam pod nosem. - teraz wyszło na to, że jestem beztalenciem, który kupił sobie perkusję żeby się na niej tylko wyżywać. Blondyn zaczął się śmiać. -Wcale tak nie uważam. Też tak czasem mam, że muszę po prostu się wyżyć. -Ty może tak nie uważasz, ale reszta tak. -A od kiedy ty się przejmujesz resztą? Pokazałam mu język. Wstałam i podniosłam jedną pałeczkę. Druga leżała odrobinę dalej więc zrobiłam krok żeby jej dosięgnąć. Uprzedził mnie Gustav. Nadaj się uśmiechając zaczął się bawić kawałkiem drewna. -Czy wszyscy faceci muszą mi dzisiaj dokuczać? Nawet gdy jestem w moim pokoju? - spytałam znowu wkurzona. Miałam dodać jeszcze wiele innych ciekawych komentarzy, ale moja komórka nagle się rozdzwoniła. Rzuciłam się by odebrać. Na ekranie wyświetlił się nieznany mi numer. Z szybko bijącym sercem nacisnęłam zieloną słuchawkę i przystawiłam telefon do ucha. -Hej, to ja, Rafał. Słysząc jego głos kolana się pode mną ugięły. Czyżbym się zauroczyła na dobre? Bo miłością nie można było tego nazwać. Może po prostu szukałam kogoś, kto zastąpiłby Billa. Żeby wreszcie spławić wokalistę. Ale czy na pewno tego chciałam? -Jesteś tam? -spytał. -Tak tak. Jestem. Chłopak zaśmiał się. Zadrżałam wyobrażając sobie jak mógłby w tym momencie wyglądać. -Chciałem się ciebie spytać czy wpadłabyś jutro do nas na obiad. Mama się uparła, że trzeba ci się jakoś odwdzięczyć. -J-jasne. Bardzo chętnie. - zaklęłam w myślach po moim zająknięciu się. -No to jutro o 17. - następnie podał adres, który sobie zapisałam. Przez całą rozmowę z Rafałem obserwował mnie Gustav. Domyślałam się, że ma zamiar całe zdarzenie streścić potem Billowi. Jakoś mi to nie przeszkadzało. Byłam zajęta lataniem ponad chmurami. Uśmiechając się jak głupi do sera odłożyłam telefon na szafkę i wyszłam z pokoju kompletnie ignorując podejrzliwego blondyna. Zeszłam po schodach na dół niemal unosząc się nad ziemią. W pełni zdają sobie sprawę z tego, że wyglądam jak nastolatka wzdychająca do swej miłości zaczęłam tańczyć przemieszczając się od pokoju do pokoju. Domownicy, których spotkałam po drodze przyglądali mi się z niedowierzaniem. Marcin zaczął się śmiać. Rodzice wybałuszali oczy, a Jagoda otworzyła usta na całą ich szerokość. Trafiłam do salonu gdzie zastałam resztę członków TH i moje byłe przyjaciółki. Patrzyli na mnie jakby zobaczyli ufo. Zachichotałam i wyszłam do kuchni chcąc w końcu dorwać się do upragnionego serka Danio. Wreszcie nic mi nie przeszkodziło w zrealizowaniu mojej zachcianki. Pochłaniałam waniliowy przysmak uśmiechając się do siebie. Po chwili do kuchni zajrzał nie kto inny tylko Bill. Stanął nieopodal mnie czekając aż skończę. Gdy już wyrzuciłam opakowanie po serku i wrzuciłam łyżeczkę do zlewu raczył się odezwać. -Może byśmy w końcu porozmawiali jak ludzie? -Może. Ale dopiero wtedy jak już będę człowiekiem. Spojrzał na mnie pytająco. -W tym momencie jestem chmurką unoszącą się na wietrze więc nie wymagaj ode mnie zbyt wiele. - oznajmiłam po czym wyszłam z kuchni zostawiając czarnowłosego w zupełnym osłupieniu. Wyszłam na dwór chcąc nacieszyć się słońcem, które właśnie wyszło zza chmur. -Życie jest piękne! - krzyknęłam wybiegając przed dom. Tymczasem -Możecie mi powiedzieć co do jasnej cholery ją dzisiaj ugryzło? - spytał Georg przebywających w salonie przyjaciół. Nikt nie był w stanie mu odpowiedzieć. Wszyscy siedzieli w miejscu nie do końca rozumiejąc co się właśnie stało. W szczególności Bill, który właśnie wrócił do salonu. Usłyszawszy od Magdy, że jest ona chmurką zaczął się zastanawiać czy to, co powiedziała w parku może być prawdą. Wszystko wskazywało na to, że tak. Na domiar złego do pokoju wszedł Gustav z poważną miną i zaczął odciągać czarnowłosego na bok. -O co chodzi? - spytał blondyna. -O Magdę. Właśnie skończyła rozmawiać przez telefon z jakimś chłopakiem. Więcej Billowi nie było potrzeba. Jego twarz wyrażała teraz ogromne cierpienie. -Chcę być sam – wyszeptał i wyszedł z domu. * Szłam do parku uśmiechając się do wszystkich po drodze. Niektórzy pukali się w czoło, inni odwzajemniali uśmiech. Gdybym myślała racjonalnie pewnie przejęłabym się trochę tym, co będzie czuł Bill jak się dowie, ale że byłam teraz chmurką... Nagle stanęłam w miejscu i palnęłam się w czoło przypominając sobie, co powiedziałam Billowi w parku kilka godzin wcześniej. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Tyle rzeczy naraz wydarzyło się tego dnia. Puściłam się biegiem do domu. Wpadłam tam parę minut potem zdyszana. Przy wyjściu stał Gustav i nad czymś się zastanawiał. -Gdzie jest Bill? - spytałam go. -Właśnie wyszedł. -Gdzie poszedł? -Nie wiem. Nie zna tu nikogo. Chciałem za nim pójść, ale zniknął mi z oczu zanim się zorientowałem, że muszę go złapać. -Idiota – skwitowałam i wybiegłam z domu. Znowu pomyślałam o parku. Właściwie to znał tylko go. Znowu tam pobiegłam „Jak tak dalej pójdzie to zacznę się starać o stypendium sportowe” pomyślałam. Po dotarciu na miejsce zaczęłam gorączkowo szukać wokalisty. Park nie był duży więc nie mógł być daleko. W końcu go znalazłam. Siedział na ławce opierając się łokciami o kolana i chowając twarz w dłoniach. Miałam wrażenie, że płakał. Serce mi się ścisnęło i zaczęłam przeklinać siebie za to, co zrobiłam. Podeszłam do drugiego końca ławki i usiadłam. Patrzyłam przed siebie z poczuciem beznadziei i wymyślałam na siebie wszystkie możliwe przekleństwa. Po chwili zdobyłam się na odwagę i zerknęłam w bok. Bill dalej siedział w swojej poprzedniej pozycji. Powoli przysunęłam się odrobinę bliżej niego. Dzieliło nas teraz około pół metra. Nieśmiało wyciągnęłam w jego kierunku rękę, ale zaraz ją cofnęłam. Co ja mu miałam powiedzieć? Zachowałam się jak ostatnia suka, a teraz jeszcze mam czelność po niego przychodzić. Zacisnęłam ręce w pięści. Kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Westchnęłam i już chciałam wstać, kiedy Bill się poruszył. Zamarłam. On powoli podniósł się i oparł plecami o ławkę. Nie patrzył na mnie, ale musiał wiedzieć, że obok niego siedziałam. Wbiłam wzrok w swoje palce i zaczęłam się bawić jednym z pierścionków, które dostałam od mamy. Przygryzłam dolną wargę i zerknęłam na niego. Spanikowana natychmiast odwróciłam wzrok. Patrzył na mnie. I było to spojrzenie, w którym był ból, ale także miłość. Nie mogłam w to uwierzyć, ale on nadal mnie kochał. Wszystko to można było zobaczyć w jednym spojrzeniu. -Przepraszam – wyszeptałam cicho. Wykrzywił swoje piękne usta w grymasie rozpaczy. Poderwał się i zaczął szybkim krokiem się ode mnie oddalać. Także wstałam i pobiegłam za nim. -Mógłbyś mnie w końcu wysłuchać?! - krzyknęłam gdy już byłam tuż obok niego. Zatrzymał się gwałtownie. -Po co? Wszystko już wiem. -Nic nie wiesz Kaulitz. Nic a nic! Spojrzałam na niego z wściekłością. -Chcę ci powiedzieć, że jestem głupią suką i że zawsze nią byłam i nie potrafię sobie z niczym poradzić, że jestem beznadziejna i... -Będziesz mi się żalić? - wokalista uniósł jedną brew w ironicznym geście. -Zamknij się i daj mi skończyć!!!! - chcąc wreszcie wyjaśnić sprawę zatkałam mu usta ręką. Odetchnęłam głęboko nie odrywając dłoni od jego twarzy. -Ja kłamałam o tym, że kogoś mam. A te dzisiejsze pląsy po domu to ośli zachwyt, który prawdopodobnie już przeminął. Jestem idiotką, debilką i wszystkim negatywnym czym jeszcze można być. Opuściłam rękę. -Nie proszę o wybaczenie – dodałam ciszej – Chciałam tylko wyjaśnić tą sprawę. Stałam z zaciśniętymi pięściami przez dłuższą chwilę czekając na to, co powie Bill. Nagle poczułam jego dłoń pod swoim podbródkiem. Czarnowłosy podniósł go do góry i zmusił bym spojrzała mu w oczy. W tej samej chwili odrobina wody, która jak na złość musiała mi się zebrać w kąciku oka spłynęła w dół po policzku. Chłopak śledził przez chwilę jej trasę po czym delikatnie starł ją palcem przesuwając dłoń wyżej mojej twarzy. Zadrżałam. Mimo że słońce już zaszło i zaczęło się robić chłodno ja poczułam ciepło. Gdzieś w okolicach serca. Patrzyłam w te cudowne czekoladowe tęczówki zatracając się w nich całkowicie. Nagle Bill się uśmiechnął. -Nawet gdybyś dzisiaj nic nie powiedziała wybaczyłbym ci. -Ale ja na razie nie chcę żebyś mi wybaczał. - wyszeptałam. - Przepraszam. Odwróciłam się i odeszłam w noc. Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (5), Dodaj
5 komentarzy Następne 1 Poprzednie
|
|
|