|
niedziela, 11.października.2009, 14:45
Ekhm... Nie powiem ile czasu pisałam tą notkę...
*** Szłam szybkim krokiem oddalając się od Billa, a po policzkach płynęły mi łzy. Nie chciałam, nie zasługiwałam na jego przebaczenie. Chciałam uciec od niego jak najszybciej żeby miał czas znaleźć sobie kogoś lepszego ode mnie. Nie byłam go warta. Jak gwiazda muzyki mogła kochać taką osobę jak ja? Nagle przystanęłam. Poraziło mnie to, jak bardzo chciał żeby nasz związek znowu zaistniał. Powoli odwróciłam głowę. Stał jakieś 200 metrów za mną, z wyciągniętą w moją stronę ręką i zszokowaną miną. Znowu stanęłam do niego tyłem. Zacisnęłam powieki próbując zdusić w sobie szloch. Po kilku sekundach, kiedy upewniłam się, że mój głos będzie brzmiał odpowiednio powiedziałam: -Chodź do domu Bill. Przez chwilę było cicho, ale potem usłyszałam jego powolne kroki. Odetchnęłam i ruszyłam do przodu. Zrównał się ze mną, ale nie patrzył w moją stronę. W milczeniu wróciliśmy do mojego domu. Wieczorem po kąpieli siedziałam w moim łóżku i gapiłam się w ścianę. Chciałam znaleźć jakieś rozwiązanie, ale nic mi nie przychodziło do głowy. W pokoju było ciemno, jedynym słabym źródłem światła był księżyc, który nieśmiało zaglądał do mnie przez okno. Ocknęłam się z zamyślenia dopiero wtedy, gdy światło sięgnęło mojej twarzy. Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam głowę w tamtą stronę. Do środka wślizgnął się Bill. Już otwierałam usta żeby go wygonić, ale podszedł do mnie szybkim krokiem i zatkał mi je dłonią. Zaśmiałam się w duchu przypominając sobie, że tak samo zrobiłam ja kilka godzin wcześniej. -Teraz ty się zamknij. - Powiedział łagodnie. Dźwięk jego głosu sprawił, że przeszedł mnie rozkoszny dreszcz. - Chcę powiedzieć, że zamierzam poczekać na ciebie. Zamrugałam oczami ze zdziwieniem. -Poczekam aż zrozumiesz, że chcę być tylko z tobą. Bo to ty jesteś tą jedyną, którą w końcu znalazłem. Zamarłam przejęta. Szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w jego twarz. Bill uśmiechnął się i delikatnie przesunął swoją dłoń na mój policzek. Zbliżył się do mnie. Niemal przestałam oddychać bojąc się, że za chwilę anioł siedzący przede mną zniknie. Kiedy nasze usta złączyły się po raz pierwszy od ponad roku poczułam, że żyję. Zamknęłam oczy zatracając się w rozkoszy. Zapomniałam o tym, że chciałam by znalazł sobie kogoś innego. Zapomniałam, że miałam być nieugięta. Wszystko przez te jego usta. Po chwili oderwał się ode mnie. Jęknęłam cicho, żałując przerwanej przyjemności. Czarnowłosy zaśmiał się ukazując swoje białe zęby. -Czyżbym nie musiał długo czekać? W odpowiedzi znowu wpiłam się w jego usta. Mój rozsądek tupał nogą ze złości, a serce triumfowało. Nie wiedziałam co zrobię gdy obudzę się następnego dnia. Nawet mnie to zbytnio nie interesowało. Liczyliśmy się teraz my dwoje. Wplotłam palce we włosy Billa. On złapał mnie w pasie i przysunął do siebie. Siedziałam mu teraz na kolanach. Nagle przypomniał mi się Rafał. Stanął mi przed oczami uśmiechając się w ten osłabiający mnie sposób i momentalnie zaczęłam sobie wyobrażać, że to z nim się całuję. Po kilku sekundach oderwałam się od Billa zawstydzona tym nagłym wyobrażeniem. Jednocześnie bardzo pragnęłam żeby to marzenie się spełniło. Przeraziłam się i natychmiast ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Odwróciłam się w drugą stronę. Czarnowłosy pocałował mnie delikatnie w szyję. Zadrżałam pod wpływem tej niespodziewanej pieszczoty. -Co się stało Madziu? Spojrzałam na niego. -Bill... - wyszeptałam, czule gładząc go po policzku. - Proszę... Daj mi trochę czasu. Chłopak zaśmiał się. -Przecież właśnie to zrobiłem. Uśmiechnęłam się lekko. -Kocham patrzeć jak się uśmiechasz. - Bill pochylił się i pocałował mnie przelotnie w usta. - Dobranoc. Kocham cię. Gdy wyszedł zaczęłam łkać wtulona w poduszkę. * Światło słoneczne drażniło moje powieki zmuszając je do podniesienia się do góry. Przeciągnęłam się z lubością. Nagle do mojej świadomości dotarły wydarzenia z poprzedniego dnia i opadłam na łóżko. Nie chciałam wstawać z łóżka by zmierzyć się z problemami. Najchętniej nakryłabym się kołdrą i modliła o to, żeby cały świat o mnie zapomniał. Wiedziałam jednak, że to by nie pomogło, więc z cichym jękiem wstałam z łóżka. Byłam niewyspana po niemal bezsennej nocy. Cały czas zastanawiałam się co będzie dalej. W końcu uświadomiłam sobie, że nie wiem, którego z chłopaków wybrać. Ale nie byłam pewna czy Rafał czuje to samo, co ja. Musiałam wiedzieć na czym stoję. Wzięłam zimny prysznic i stanęłam przed szafą niepewna w co się mam ubrać. W końcu wybrałam białą koszulę, czarną kamizelkę i czarne rurki. Elegancko ale bez przesady. Po ubraniu się zrobiłam makijaż i zaczęłam suszyć włosy. Patrzyłam w lustro, a przez głowę przelatywało mi mnóstwo pesymistycznych myśli. -Cholera! Dlaczego jestem zła na Olkę? Jest mi teraz potrzebna... - mruknęłam do siebie. -Do usług. Odwróciłam się gwałtownie. Moja była przyjaciółka stała w drzwiach. Nic więcej nie powiedziała. Po prostu podeszła i mnie przytuliła. Rozpłakałam się. -Nie płacz idiotko. Rozmażesz się. Parsknęłam śmiechem. Ona zawsze wiedziała co zrobić żeby poprawić mi humor. -No, to teraz jak już zapobiegłam powodzi możesz mi powiedzieć co się stało. * Godzinę później siedziałam z ułożonymi włosami i pałaszowałam truskawki w śmietanie. Obok siedziała Olka robiąc to samo. -Ale się porobiło. - stwierdziła i wepchnęła sobie w usta jednego z większych owoców. - Muchich chuchde wybchac. -Mów do mnie zrozumiałym językiem. Przełknęła truskawkę. -Powiedziałam że musisz kurde wybrać. -Tyle to i ja wiem. Pozostaje pytanie: którego? -Zastanówmy się. Bill jest cudowny - miły, słodki, namiętny, romantyczny... - zaczęła wyliczać. Trzepnęłam ją po głowie. -Nie zaczynaj bo do jutra nie skończysz. -No widzisz. A o tym Rafale mogę powiedzieć tylko to, że jest miły i ładny. -Jest boski. -Bill bardziej. Westchnęłam i spojrzałam na zegarek. -Za pięć minut wychodzę. -Jesteś pewna? Zawsze możesz odwołać. A jeśli pan boski zielonooki zechce sprawdzić co ci jest to mogę zadbać o efekty specjalne – rzekła rozgniatając jedną z truskawek. Po chwili rzuciła nią we mnie. -Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam patrząc na truskawkową breję, która rozgościła się na moich spodniach. - Muszę się przebrać! Olka zignorowała moje krzyki. Wpatrywała się w moje spodnie z zastanowieniem. -Nie trafiłam, ale okresem też się da wymigać. Przecież może boleć cię brzuch co nie? Chwyciłam moją miskę z truskawkami i z dzikim okrzykiem rzuciłam się na przyjaciółkę. Po chwili obie byłyśmy całe w czerwonym soku. -Jesteś psychiczna. -Mam to po tobie Olu. Poczochrałam jej włosy. W nich także były truskawki. Moja fryzura na szczęście uniknęła tych rewelacji. Jednak nie dało się powiedzieć tego samego o moim ubraniu. -Zdaje się, że się spóźnię na ten obiad. - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju się przebrać. Olce chyba nie przeszkadzało to, że jest cała brudna i się klei bo nie ruszyła się z miejsca. Cieszyłam się, że znowu stałyśmy się przyjaciółkami. Bardzo mi jej brakowało przez ostatni rok. Wszedłszy do pomieszczenia skierowałam się do szafy. Przeglądałam jej zawartość starając się znaleźć coś odpowiedniego. Wyciągnęłam ciemne dżinsy i inną białą koszulę. Po przebraniu się i wrzuceniu poprzednich ubrań do kosza na brudy zeszłam szybko na dół. Po drodze chwyciłam małą czarną torebkę. Zostało mi tylko 10 minut, a nie wiedziałam gdzie dokładnie mam być. -Wychodzę! - obwieściłam wszystkim. Więcej szczegółów im nie potrzeba. Może Olka wygada się dziewczynom, ale jakoś się tym nie przejmowałam. Myślałam tylko o tym, ze za kilkanaście minut będę mogła znowu zobaczyć te zielone tęczówki... „Cholera jasna...” Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (7), Dodaj
|
|
|