|
piątek, 26.lutego.2010, 20:06
Miałam tak zajebisty ubaw, jak pisałam tą notkę, że po prostu masakra! XD
Berciuchu kocham Cię i dziękuję Ci za ten boski pomysł!!!! ;DDDDD *** Wieczorem siedziałam i po raz miliardowy zastanawiałam nad tą sytuacją. Miałam mętlik w głowie. Bill Rafał Bill Rafał Bill Bill Rafał Rafał. Jednego z nich mogłam mieć codziennie, miał tą samą pasję, był też przystojny. Drugiego kochałam już od roku, razem coś przeżyliśmy, ale ma swoją karierę. A jeśli porzuci mnie dla niej? Co wtedy zrobię? Po powrocie nikogo nie zastałam. Wzięłam z lodówki pudełko lodów czekoladowych i zamknęłam się w pokoju. Kiedy już zjadłam tą tonę lodów użalając się nad sobą zeszłam na dół po tabletkę na niestrawność. W drodze do kuchni usłyszałam śmiechy w salonie. -A pamiętacie grę w butelkę na całowanie? -No! Z czego my się wtedy tak śmieliśmy? -Z tego jak Magda zjadała ucho Gustava! -I jak Gustav całował Georga w palec! -A pamiętacie akcję z podpaską? Uśmiechnęłam się. Te wspomnienia były mi bardzo bliskie. To był inny świat. Tamte dni działy się jakby w równoległej rzeczywistości. W cudownym śnie. Zajrzałam do salonu. Cała paczka siedziała i oglądała zdjęcia sprzed roku. Zauważyłam, że Bill siedział z boku i się nie odzywał. Był jakiś markotny. Obserwowałam go z ukrycia. Powoli analizowałam każdy szczegół jego twarzy. Bujną czuprynę, oczy, nos, usta… Gdy je oblizał przebiegł mnie dreszcz. Jak mogłam w ogóle pomyśleć o Rafale? Przede mną stał mój ideał, którego uczuć byłam pewna. Nagle w głowie rozbrzmiała mi piosenka, którą dzisiaj usłyszałam. A jednak. Oparłam się o ścianę. Wbiłam wzrok w sufit. „Nie! Koniec z tym!” – powiedziałam sobie w duchu. Wyjrzałam zza ściany i skinęłam na Billa. Natychmiast poweselał. Coś mnie zakuło w okolicy serca. Czarnowłosy wymknął się niepostrzeżenie. Reszta nadal oglądała zdjęcia śmiejąc się do rozpuku. -Nie widziałem cię cały dzień. Strasznie się stęskniłem. Gdzie byłaś? – zapytał jak tylko do mnie podszedł. -U znajomej. – w sumie nie było to kłamstwo. Iza była moją znajomą. Ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. Bill uniósł brwi, ale nic nie powiedział. -Chodźmy do mnie. – złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę schodów. Wyraźnie wyczułam jego entuzjazm. Gdy dotarliśmy do mojego pokoju zamknęłam drzwi na klucz. Odwróciłam się do Billa. Powoli do niego podeszłam i oparłam głowę na jego ramieniu. -Ja też się za tobą stęskniłam. Objął mnie i wtulił twarz w moje włosy. Objęłam go w pasie i napawałam się tą bliskością. -Kocham cię – wyszeptał. -Wiem. -Jeszcze się nie zdecydowałaś? – spytał łagodnie. Pokręciłam głową. Zapiekły mnie oczy. Zamrugałam by pozbyć się łez. -Przepraszam. Chcę pozbyć się wszelkich wątpliwości i obaw. -A czego się boisz? – Bill odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy. -Boję się, że cię stracę. Że kariera tak cię pochłonie, że o mnie zapomnisz. Przecież zawsze powtarzasz, że to muzyka jest dla ciebie najważniejsza. -Tak było póki nie spotkałem ciebie. Czekałem na te wakacje przez rok. Przez rok nie było dnia żebym o tobie nie myślał, nie było dnia żebym nie żałował tamtych okropnych słów. Kiedy się zorientowałem jakim jestem idiotą było już za późno. Twój pociąg właśnie odjeżdżał. Karą za to był ten okropny rok. Dopiero tydzień temu, kiedy cię znowu zobaczyłem odżyła we mnie nadzieja. Kocham cię i nigdy nie zostawię. Daj mi szansę naprawić to wszystko! Obiecuję, że… - przerwałam mu pocałunkiem. Łzy płynęły mi po policzkach gdy błądziłam rękami po jego ciele. Odpowiedział na moją reakcję jeszcze goręcej. Po chwili nasze koszulki wylądowały na podłodze. Położył mnie na łóżku i całował po całym ciele. Kiedy dotarł do mojego brzucha, gdzie mała linia przecinała go w poprzek wzdrygnęłam się. Wpadłam w panikę. Zawsze tak reagowałam gdy ktoś dotykał mnie w tym miejscu. Trzy blizny przypominały mi dramatyczne wydarzenia sprzed roku. Nie mogłam nad tym zapanować. Co prawda wizyty u psychologa pomogły mi odzyskać wewnętrzny spokój, ale nikt nie mógł wymazać z pamięci bólu jaki zadał mi Patryk. Odepchnęłam Billa ze zduszonym okrzykiem. Nie wiedział co się dzieje. -Ale… Co ja zrobiłem? Wszystko w porządku? Magda! Słyszysz mnie?! Nie odpowiedziałam. Wstrząsnął mną spazmatyczny szloch. Czarnowłosy ostrożnie objął mnie próbując uspokoić. Kiedy już się opanowałam wtuliłam się w chłopaka. -Przepraszam, przepraszam. Nie mogę. Zawsze tak jest, kiedy... - dotknęłam swojego brzucha i znowu przeszedł mnie dreszcz. Na nowo wybuchłam płaczem. Bill zrozumiał. Objął mnie mocno i nie wypuszczał aż się uspokoiłam. Następnego dnia znowu śmiałam się i wygłupiałam z całą paczką. Kiedy coś się wydarzy poprzedniego dnia, uznaję, że nazajutrz nie będę o tym myśleć. To pomagało. Bill co chwila na mnie spoglądał zmartwiony, ale przestał, gdy zobaczył jak szeroko się uśmiecham. To był mój sposób na ból. Zapomnienie. Wieczorem leżałam w swoim pokoju na łóżku. Obok mnie siedział Bill nad swoim notesem. Jedną ręką coś pisał, drugą gładził mnie po głowie. Było cudownie, ale natrętne myśli o Rafale nie dawały mi spokoju. Przygryzłam wargę. Zdecydowałam, że powiem Billowi o moich rozterkach. Musiałam to zrobić, chciałam być wobec niego szczera. -Bill... - zaczęłam. -Tak skarbie? -Ja... Chciałam ci coś powiedzieć. -Słucham cię. Wzięłam głęboki oddech. Już chciałam wypowiedzieć te słowa, kiedy nagle dostałam smsa. Od Rafała. Wzięłam telefon do ręki. „Mam ci coś ważnego do powiedzenia! Park, za 15 minut. Będę przy wejściu” -Bill, właściwie to już nieważne. Ja muszę na chwilkę wyjść z domu. -Dobrze. Będę tu na ciebie czekał. - odparł czarnowłosy z uśmiechem i cmoknął mnie w usta. Po 15 minutach stałam w wyznaczonym miejscu z niecierpliwością wyglądając chłopaka, który ostatnio zawrócił mi w głowie. Rozglądałam się na wszystkie strony, ale nigdzie go nie dostrzegłam. Już miałam zacząć się denerwować, kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i unosi do góry. Przestraszona krzyknęłam. Odpowiedzią był śmiech Rafała. -Coś ty taka strachliwa? -No wiesz, jak ktoś cię nagle łapie od tyłu... mogłeś być gwałcicielem! -Ale nie jestem. -Dlatego nie muszę cię obezwładniać. Postaw mnie na ziemi! Chłopak mnie posłuchał i pod stopami znowu miałam ziemię. -Więc co jest tak ważne, że wyciągnąłeś mnie z domu o tej porze? -Dostałem odpowiedź ze studia nagraniowego! Chciałem spróbować, nie liczyłem na zbyt wiele, ale udało mi się! -Przecież masz własne studio. W domu. - zauważyłam z ironią. -No wiesz! To nie jest prawdziwe studio. Wysłałem to nagranie, które ci pokazałem. Przyjęli! -To świetnie! -Tylko jest mały problem. -Jaki? -Ci ze studia proszą o jeszcze jedno nagranie. -Co za problem? Nagraj coś. Przecież nie brakuje ci do tego talentu. - nie wiem czy mi się tylko wydawało, ale miałam wrażenie, że Rafał się po tym komplemencie odrobinę zarumienił. -Dzięki, ale w czym innym jest problem. Studio chce nagrania ze śpiewem damskim. Powiedzieli żebym poprosił kogoś z względnie dobrym głosem. - chłopak nachylił się i następne słowa wyszeptał mi do ucha – Ale ja się nie zadowolę czymś tylko względnym. Osłupiałam. Jego zapach mącił mi w głowie. Rafał odchylił głowę i teraz niemal stykaliśmy się nosami. Patrzyłam teraz w jego intensywnie zielone tęczówki z niebezpiecznie bliskiej odległości. Poczułam, że kręci mi się w głowie. No tak. Znowu zapomniałam wypuścić powietrza z płuc. Jak on to robi, że nie ugania się za nim stado rozanielonych dziewczyn? -Dlatego chciałem poprosić ciebie. To jest ta ważna wiadomość. Głośno przełknęłam ślinę. -Czy to dobrze, że zaczynam się ciebie bać? Zaśmiał się. -Tak, bo jest bardziej prawdopodobne, że się zgodzisz. -Zobaczymy. Muszę się zastanowić zanim zniszczę swoją reputację niekontrolowanymi dźwiękami wydobywającymi się z mojego gardła. -Nie bądź dla siebie zbyt surowa. Wiem, że ładnie śpiewasz. -Niby skąd? -Słyszałem. Śpiewałaś w zespole. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Jak się dowiedział? -To był szkolny zespół. Występowałyśmy tylko w szkole. -Chodziłem do twojej szkoły. Czasem pojawiam się na uroczystościach. Na jednej z nich usłyszałem ciebie. Zamyśliłam się. Czemu nigdy go nie dostrzegłam? -Przejdźmy się. - zaproponował. Powoli ruszyliśmy z miejsca ku przytulnym uliczkom parku. Szliśmy w ciszy przez jakiś czas. Rozważałam jego propozycję. W końcu przystanęłam. -No dobra. Zgadzam się. Pod warunkiem, że pozostanę anonimowa. -Naprawdę się zgadzasz?! -Naprawdę. Rafał wydał okrzyk zwycięstwa i zaczął radośnie wymachiwać rękami. Przyglądałam się temu komicznemu zachowaniu z uśmiechem. Nagle Rafał zachwiał się i poleciał w moją stronę. -Uważaj! Nie machaj tak tymi ręka... - nie dokończyłam, bo jedna z zaciśniętych pięści chłopaka wylądowała na mojej twarzy. W domu Magdy rozdzwonił się telefon. Odebrał Marcin. -Halo? Bill akurat stał nieopodal. Zastanawiał się gdzie się podziała jego ukochana i dlaczego nie odpowiedziała na smsa z pytaniem gdzie jest. Wysłał go z pół godziny temu. -ŻE COOO?! JAK TO W SZPITALU?! CO SIĘ STAŁO?! - wykrzyczał brat Magdy. Bill zesztywniał. Nie zrozumiał, co powiedział chłopak, ale wiedział, że to nic dobrego. -Jasna cholera! Już jedziemy! -Co się stało? - spytał Bill Marcina. On nigdy nie rozmawiał z nim po niemiecku, więc czarnowłosy uznał, że zada to pytanie po angielsku. -Magda jest w szpitalu. - odparł zdenerwowany Marcin. - Nie wiem co dokładnie się stało, ale chyba coś sobie złamała. Leżałam w białym pokoju otumaniona lekami przeciwbólowymi. Na twarzy miałam coś miękkiego. Chyba opatrunek. Powoli przypominałam sobie, co się stało i jak się tu znalazłam. Po chwili usłyszałam czyjś głos. -Panie doktorze ona z tego wyjdzie? -Na pewno. To nie jest aż tak bardzo poważne złamanie. Myślę, że szybko się zagoi. Westchnęłam. No tak. Park, Rafał, wspaniała wiadomość i wypadek spowodowany radością. Nagle do pokoju ktoś wpadł. Spojrzałam w tamtą stronę nieprzytomnie i ujrzałam moją mamę. Na korytarzu stał tata z Marcinem i Jagodą. Do pokoju zaglądały dziewczyny z całym Tokio Hotel. Uświadomiłam sobie, że Bill patrzy z nieokreśloną miną na Rafała stojącego obok mojego łóżka. -Co się stało mojemu dziecku?! - krzyknęła mama. -Mamo... - wyjęczałam. Nadal byłam trochę zdezorientowana. Ostrożnie usiadłam i poczekałam aż przestanie mi się kręcić w głowie. Kiedy już upewniłam się, że mogę wstać dopadł do mnie doktor. -Spokojnie maleńka! Jeszcze nie wstawaj. -Mamo, to nic. To było przez przypadek. - powiedziałam słabo. -To moja wina. To wszystko przez tą wiadomość. Nie mogłem się zatrzymać. Próbowałem, ale... - tłumaczył się zawile Rafał. Nic nie można było zrozumieć z tego, co mówił. -Z tego, co ja zrozumiałem znajdujący się tu jegomość uderzył naszą pacjentkę i złamał jej nos. Oczywiście stało się to przez przypadek. Nie zrobił tego celowo. – lekarz uratował sytuację. Rozejrzałam się po pokoju bardziej przytomna. W środku byli już moi rodzice, rodzeństwo i cała reszta. Zauważyłam, że Ola mówi coś do chłopaków. Zapewne tłumaczyła wszystko, co mówił doktor. Od słowa do słowa Bill poczerwieniał. Odwrócił się w stronę Rafała. „O nie, o cholera, o fak!” -TY! - wycelował palec w zielonookiego. - TY JEJ TO ZROBIŁEŚ?! Rafał stał zdezorientowany. Pokiwał głową niepewnie. -Ale ja nie chciałem... - urwał, bo czarnowłosy rzucił się na niego z pięściami. -No dobra. Myślę, że wyrobiliśmy dzisiaj normę złamań. - powiedział lekarz opatrując Billa. Po bójce miał pękniętą szczękę. Rafał natomiast miał złamane dwa palce, jednego wybitego, a na oku formował mu się całkiem spory siniak. Siedziałam między nimi na wypadek gdyby zachciało im się dokończyć to, co zaczęli. Dotknęłam swojego nosa i skrzywiłam się. Znowu zaczynał boleć. -Panie doktorze... -Leki są już w drodze. Zamówiłem podwójną dawkę. Wystarczy dla was trojga. Rafał spojrzał na lekarza ponuro. Pielęgniarka usztywniała mu właśnie dłoń. Rzucił też rozzłoszczone spojrzenie Billowi. On nie omieszkał mu się odwdzięczyć. Nagle ja też zapragnęłam obu ich trochę poturbować. -Uspokójcie się wreszcie! - syknęłam. -To on zaczął! - rzucił Rafał. -Ale to ty złamałeś jej nos! -Idiota! -Damski bokser! -Masz na myśli też siebie? Bill zazgrzytał zębami. -Lepiej powiedz żeby go stąd zabrali, bo zaraz będzie miał złamane nie tylko palce! - wycedził do mnie wokalista. Skuliłam się w sobie. Podczas gdy oni strzelali na siebie błyskawicami z oczu mnie rozbolała głowa. -Gdzie jest ta cholerna morfina?! -Poczekacie jeszcze ze dwie godziny. Musimy sprawdzić czy żadne z was nie ma innych obrażeń. A mam sporo pacjentów. Do pokoju, w którym się znajdowałam wstawiono jeszcze dwa łóżka. Umieścili tam obu chłopaków. Przeklinałam za to lekarza i pielęgniarki, ale oni najwyraźniej świetnie się bawili patrząc na nasze sprzeczki. Moja rodzina, dziewczyny i reszta chłopaków z TH poszli do domu. Godziny odwiedzin skończyły się, a my mieliśmy zostać w szpitalu do jutra. -No dobra. - powiedział doktor, kiedy już wszystko było gotowe. - Najpierw ty. - wskazał na Rafała. - Wyglądasz najgorzej z całej trójki. Bill uśmiechnął się złośliwie. Rafał zabił go wzrokiem. Zostaliśmy z czarnowłosym sami. Musiałam mu wszystko wytłumaczyć. Zamknęłam oczy przygotowując się do tej rozmowy. Poczułam jak moje łóżko ugina się pod dodatkowym ciężarem. -Masz leżeć kretynie. - mruknęłam nie otwierając oczu. -Przecież leżę. - odparł. Zerknęłam na niego. Rozłożył się obok mnie. Wyglądał przy tym tak pięknie, że aż westchnęłam. Uśmiechnął się na widok mojej reakcji. -O ile wiem masz pękniętą szczękę. Mówienie nie jest w tym przypadku wskazane. -Przeżyję. Ale bez tego bym nie przeżył. - wyszeptał i podniósł się żeby mnie pocałować. Po minucie oderwałam się od niego. -Wystarczy. Biegiem do wyra! Bill fuknął na mnie, ale posłuchał. Najwyraźniej rozbolała go szczęka, więc nie protestował przed odpoczynkiem. Po jakimś czasie do pokoju wprowadzono Rafała. Wyglądał jakby był na haju. Bezskutecznie próbował poderwać pielęgniarkę, która pchała jego łóżko. -No dobrze. Koniec podróży panie Romeo. - powiedziała. - A wy jeszcze poczekacie. Jest duża kolejka do tomografu. -Co mu się stało? - spytałam patrząc na chłopaka, który wpatrywał się teraz w Billa z niebywałym zachwytem. -Musieliśmy podać leki przeciwbólowe, bo strasznie rozbolała go ręka. Ktoś się pomylił i chłopak dostał głupiego jasia. - zaczerwienione policzki kobiety wskazywały na to, że to ona była tym nierozważnym ktosiem. - To lek przeciwbólowy, ale strasznie ogłupia. -Kiedy mu przejdzie? - spytałam zaniepokojona lubością jaką miał na twarzy Rafał, gdy patrzył na Billa. Ten drugi ostentacyjnie nie spoglądał w jego kierunku. -Za jakąś godzinę, może półtorej. -No dobra. Jakoś wytrzymamy. Pielęgniarka pokiwała głową i ustawiwszy łóżko Rafała obok nas wyszła z pomieszczenia. Bill nadal nie wykazywał zainteresowania tym, co się dzieje z zielonookim. -Bella jesteś najpiękniejszą istotą chodzącą po ziemi. - Rafał podniósł się na łokciu. Zarumieniłam się. -Przestań... - zaczęłam, ale on mnie zignorował. -Zdradź proszę swoje imię o bogini! Powiedz jak się nazywasz piękności, a będę wysławiał twe imię po wsze czasy! Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że Rafał kieruje te słowa nie do mnie tylko do Billa. Ten wpatrywał się teraz z osłupieniem w nadawcę prośby. -Czymże sobie zasłużyłem żeby oglądać takie cudo swoimi nic nie znaczącymi ziemskimi oczami? Och błagam nie trzymaj mnie w niepewności! Powiedz coś! Zaszczyć mnie chociaż jednym słowem! -Odbiło ci? - wykrztusił czarnowłosy. -Och pani! Dziękuję ci! Wybacz za mój kiepski angielski, ale najwyraźniej mój rodowy język jest plugawy i niegodny do porozumiewania się z tobą. Pozwól więc, że dalej będę wygłaszał mój zachwyt w języku sławnego Szekspira! Bo nim teraz jestem! Romantykiem! Jestem jak Romeo a tyś mą Julią! Bill spoglądał to na Rafała to na mnie, duszącą się ze śmiechu. -On ma być taki przez półtorej godziny?! Przytaknęłam nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Za każdym razem, kiedy Rafał wygłaszał nowe komplementy ze śmiechu coraz bardziej bolał mnie brzuch. -Moja pani! Czy mogę cię dotknąć? Chociaż skrawka ubrania! Jednego cudnego włosa! -NIE JESTEM KOBIETĄ KRETYNIE! -Och to prawda! Kobieta to za mało powiedziane! Jesteś boginią! Zjawiskiem! Powiedz tylko słowo, a wystawię ci miliard pomników! Zdobędę dla ciebie wszystko! Nawet cały świat! Bill przejechał sobie ręką po twarzy. Łzy ciurkiem ciekły mi z oczu. Nos mnie bolał od tego śmiechu, ale nie mogłam przestać. -A cóż to?! Ta istota ośmiela się z ciebie nabijać?! Zaraz ją zgładzę dla ciebie! -Nie nie! To ja jej rozkazałem się tak zachowywać! - wykrzyknął Bill widząc, że Rafał wstaje i zmierza w moim kierunku. -Ach! Więc wybacz mi o pani! - powiedział chłopak i padł na kolana wykonując ukłon. Zaczęłam kaszleć i śmiać się jednocześnie. Całe szczęście, że miałam pusty pęcherz, bo inaczej z pewnością potrzebowałabym nowych majtek i pościeli. -Jasna cholera... - mruknął Bill. - Niech to się już skończy. Nie mogłam się uspokoić nawet wtedy, gdy Rafał zasnął zmęczony wyznawaniem miłości swojej ukochanej. -Nigdy tego nie zapomnę. Będę opowiadać wnukom o tym dniu! - wyjąkałam wycierając oczy. Bill był nieźle naburmuszony. -Nie mów, że ci się nie podobało. On cię wielbi! Uszanuj to! -Jeszcze słowo i poproszę o przeniesienie do innego szpitala. Znowu się roześmiałam. Przestałam dopiero po podaniu mi leków uspokajających. Śmiech źle wpływał na mój złamany nos. -Schudłam przez tą radochę z 10 kilo. - wymruczałam. Byłam zmęczona i śpiąca. Z uśmiechem przytuliłam się do poduszki z zamiarem udania się w krainę snów. -Madziu? - odezwał się Bill. -Hm? -Czy ON jest tym, o czym chciałaś mi dzisiaj powiedzieć? -Mhm. Przepraszam cię, ale jestem potwornie zmęczona. Jutro pogadamy ok? -Nie ok. Masz mi wszystko wytłumaczyć. I to natychmiast. Moje serce zatrzepotało niespokojnie. Ton głosu Billa nie był zbyt wesoły. Wyzierał z niego chłód. -To... nic. -Jak to nic? Wyszłaś nagle z domu późnym wieczorem na spotkanie z nim i dałaś złamać sobie nos! To jest nic?! -Tak! -Nasz związek też uważasz za „nic”?! -Nie do cholery! Ten facet, który siedzi obok ciebie zawrócił mi w głowie, kiedy ciebie nie było! Potem wróciłeś, znowu poczułam te motylki w brzuchu na twój widok i w ogóle. Kocham cię, ale z Rafałem tez mnie coś łączy. - dokończyłam cicho. - Nie wiem co, ale coś na pewno. -Wiesz, że będziesz musiała wybrać między mną a nim? -Bill ja już dawno wybrałam ciebie. Mówiłam, że to ośli zachwyt. Nie skończył się, ale próbuję nad nim zapanować. Dlatego potrzebuję czasu. Czarnowłosy wstał i położył się obok mnie. Wziął moją rękę i przyłożył sobie do serca. -Więc wiedz ja i to coś, którego bicie teraz czujesz kochamy cię i będziemy o ciebie walczyć. Zawsze i wszędzie. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go lekko po twarzy. Potem dotknęłam opatrunku, który otaczał lewą cześć jego twarzy. -Walczcie więc. Ale w inny sposób niż walczyliście dzisiaj, dobrze? -Dla ciebie wszystko, Bella Mimo zmęczenia i bólu nosa znowu się roześmiałam. -Szkoda, że tego nie nagrałam. Miałabym ubaw do końca życia. -Nagraj, jak będziemy mu o tym wszystkim opowiadać. Chociaż mam nadzieję, że pamięta co nieco. - w głosie Billa wyczułam złośliwość. Uszczypnęłam go w pierś. -Śpij mój kochany głuptasku. - pocałowałam go w nos i wtuliłam się w jego ciepłe ramiona. Zamruczał z zadowoleniem. Zasnęliśmy otuleni własnym ciepłem i miłością. Lena
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (8), Dodaj
|
|
|